Ekstraklasa

Co się dzieje z Lechią Gdańsk?

Jakub Jabłoński @kubajablon

Fot: własne, własne

Tagi

Ekstraklasa Lechia Gdańsk Adam Mandziara Piotr Nowak Adam Owen

Pomimo zwycięstwa w meczu derbowym z Arką Lechia Gdańsk spisuje się w tym sezonie zatrważająco słabo. Gdańszczanie po piętnastu kolejkach zajmują dwunaste miejsce, zdobyli siedemnaście punktów, strzelili tylko dziewiętnaście bramek. Jakie są przyczyny tak mizernej gry Biało - Zielonych?

Wielu ekspertów twierdzi, że słabe wyniki Lechii wzięły się z tego, że przed sezonem z Gdańska odeszli Mario Maloca i Rafał Janicki, czyli dwaj podstawowi stoperzy z poprzedniego sezonu. O ile zrozumiała jest taka argumentacja w przypadku Malocy, to w przypadku Janickiego już nie. Chorwat, tytułowany przez Piotra Nowaka „generałem”, był najlepszym stoperem Lechii w poprzednim sezonie i faktu tego nie zmienia nawet kilka słabszych spotkań (Termalica na wyjeździe, czy Legia u siebie w rundzie zasadniczej). Z „Kazkiem” sprawa jest inna. On przegrał rywalizację ze Stevenem Vitorią pod koniec ubiegłego sezonu. W rundzie finałowej, w której Lechia nie straciła bramki w siedmiu kolejnych meczach, to reprezentant Kanady odpowiadał za poczynania defensywne zespołu i ze swoich zadań wywiązywał się znakomicie. Ponadto należy wziąć pod uwagę, że już od dawna było wiadomo, że do Lechii przed sezonem dołączą Michał Nalepa (który zbierał świetne recenzje w lidze węgierskiej) i mogący grać również jako stoper Mateusz Matras. W trakcie sezonu w zespole pojawił się również Błażej Augustyn. W teorii więc blok obronny powinien utrzymać jakość z poprzedniego sezonu.

Tylko teoria jedno, a praktyka drugie. A praktycznie sprawa wygląda tak, że właściwie wszyscy zawodnicy Lechii są „pod formą”. Bohater derbów Flavio Paixao na początku sezonu wyglądał jak bohater „Kosmicznego meczu”, któremu kosmici zabrali talent. Najlepszy, zdaniem wielu, bramkarz poprzedniego sezonu – Dusan Kuciak praktycznie w każdym meczu popełnia katastrofalne błędy. Simeon Sławczew gra tak, jakby go w Lizbonie ktoś podmienił na sobowtóra. Takich zawodników można wymieniać w nieskończoność. Właściwie tylko do Marco Paixao nie można mieć żadnych pretensji. O ile w poprzednim sezonie irytował, zwłaszcza na początku nieskutecznością, o tyle w bieżących rozgrywkach wykorzystał większość sytuacji, które miał i wciąż liczy się w walce o koronę króla strzelców ekstraklasy. Przyczyn słabej formy piłkarzy chyba należy upatrywać w sztabie szkoleniowym. Kuciak nie jest pierwszym bramkarzem, który pod wodzą Andrzeja Woźniaka obniżył loty. Z kolei gra obronna nie była nigdy mocną stroną Lechii Piotra Nowaka, a jak widać pod wodzą Adama Owena niewiele się w tej kwestii zmieniło. U nowego szkoleniowca rzuca się w oczy nie tylko brak równej formy poszczególnych zawodników, ale w ogóle brak stabilizacji w zespole. Po niezłych spotkaniach przeciwko Zagłębiu, Legii i Lechowi przyszedł blamaż przed własną publicznością z Koroną Kielce, by po czterech dniach kibice zobaczyli kompletnie odmienioną drużynę – ambitną, skoncentrowaną, walczącą. Huśtawka formy i nastrojów była niesamowita.

Być może zawodników, którzy ciągnęliby Lechię ku wyższym rejonom tabeli byłoby więcej, ale w zespole z Gdańska wielu kluczowych zawodników było i jest kontuzjowanych. Będący w dobrej formie na początku sezonu Lukas Haraslin zagra najprawdopodobniej dopiero w przyszłym roku. Reprezentant Polski – Sławomir Peszko, być może w grudniu. Nie wiadomo kiedy do gry wróci Steven Vitoria. Na początku sezonu gdańszczanie musieli sobie radzić również bez Rafała Wolskiego. To w sumie czterech zawodników, którzy w poprzednim sezonie stanowili o sile Lechii. Sytuacji nie poprawiły również zawieszenia Peszki, Romario Balde, czy ostatnio Nalepy. Jeśli mamy mówić o przyczynach słabej postawy, to wszelakie absencje podstawowych zawodników na pewno na tę postawę wpływają. Stabilność składu, zwłaszcza w lidze takiej jak polska, jest dość istotnym elementem walki o najwyższe cele. A tymczasem biorąc pod uwagę transfery, kontuzje i zawieszenia o takiej stabilności mowy być nie może.

W dobrej grze na boisku nie pomagają również tarcia na górze. W Lechii zmienił się trener, który dostał awans i zasiada właśnie na stanowisku dyrektora sportowego klubu. Zrezygnował wiceprezes, kibice od dawna chcą ustąpienia prezesa Adama Mandziary. To wszystko sprawia, że zawodnicy nie mogą sobie pozwolić na oczyszczenie głów, ponieważ nie wiedzą co ich czeka za chwilę. Na pewno nie pomagają w tym również doniesienia o długach w klubie i opóźnienia wypłat dla piłkarzy. Mówiło się nawet o tym, że niektórzy zawodnicy nie chcieli już grać w Lechii, dopóki nie dostaną zaległych pieniędzy. Zawodnicy ci zdementowali te doniesienia, ale smród pozostał. Szesnastego listopada w Gdańsku odbędzie się spotkanie kibiców z zarządem i radą drużyny. Podczas tego spotkania fani Lechii będą się zapewne ponownie domagać ustąpienia ze stanowiska prezesa klubu, którego uważają za największe zło i przyczynę wszelkich kłopotów. Nie bez podstaw. Mandziara dał się wszystkim poznać jako postać bardzo niejasna i śliska. Człowiek, który nigdy nie mówi prawdy i nastawiony jest tylko na swój zysk, a nie zysk klubu. Zresztą obecny prezes Lechii zamieszany jest w kryzys Wisły Kraków i upadek jednego z belgijskich klubów. Trybuny w Gdańsku już wielokrotnie wyrażały obawę, czy Lechia nie skończy podobnie, zwłaszcza, że niektóre decyzje zarządu i sztabu szkoleniowego są bardzo niezrozumiałe. Taką decyzją jest chociażby zakontraktowanie z Ruchu Chorzów Jakuba Araka. Napastnik nie został zgłoszony do rozgrywek Ekstraklasy, ponieważ Lechia osiągnęła już limit zawodników możliwych do zarejestrowania. Arak w zespole z Gdańska zagra najszybciej na wiosnę.

Na koniec należy wspomnieć jeszcze o jednej sprawie, która w mojej ocenie jest przyczyną słabej postawy Lechii w tej rundzie. Chodzi mianowicie o niezrozumiałe decyzje personalne trenera Nowaka. W przedsezonowych sparingach najlepszym zawodnikiem Biało – Zielonych był Aleksandar Kovacević. Serb wrócił do Gdańska z wypożyczenia do Śląska Wrocław i spisywał się znakomicie. Efekt? Bez żalu oddano go do Haugesund. Wcześniej z zespołu odszedł również Michał Chrapek. Czołowy w tym sezonie zawodnik Śląska mógł z powodzeniem stanowić alternatywę w środku pola Lechii zarówno dla Sławczewa, jak i dla odrodzonego Łukasika. Tymczasem Michał bryluje w zespole z Wrocławia, a w Lechii poza traktowanym jak zapchajdziura Nunesem brakuje dla tych dwóch zawodników zmiennika. Za takiego powinien uchodzić również wspomniany Matras, ale od siódmej kolejki zawodnik ten nie zagrał ani minuty. Adam Owen twierdzi, że piłkarz nie jest zaaklimatyzowany w Gdańsku, a do tego ma zaległości treningowe. W pierwszych sześciu kolejkach sezonu było ok (Matras strzelił nawet bramkę), a później już nie? Ja tego nie rozumiem.

Czy zatem Lechia może liczyć na to, że w drugiej części sezonu powalczy o coś więcej, niż utrzymanie? Mecz z Arką wlał nieco nadziei w serca kibiców. Lechia wyszła od początku skoncentrowana, ambitna, agresywna i waleczna. Gdyby do każdego spotkania piłkarze podchodzili z takim nastawieniem i z takim zaangażowaniem, to śmiem twierdzić, że dzięki indywidualnościom takim jak Wolski, Krasić, czy bracia Paixao dorobek punktowy zespołu byłby znacznie większy. Tylko czy do takich samych wniosków dojdzie trener Owen i przede wszystkim sami piłkarze? Czas pokaże. Najbliższe spotkanie już osiemnastego listopada, czyli dwa dni po spotkaniu z kibicami. 


Jakub Jabłoński

@kubajablon

Od dziecka zakochany w samochodach i piłce nożnej. Największy fan talentu Piotra Wiśniewskiego. Spełniam właśnie dziecięce marzenie i piszę o piłce

Komentarze