La Liga

Czy Real potrzebuje nowego napastnika?

Dawid Komorowski @PilkaJana

Fot: Daily Star, Daily Star

Tagi

Już od paru tygodni rozgrzewa w mediach sprawa Karima Benzemy. Francuzki napastnik Realu Madryt nie strzela rodem z najlepszych lat, co więcej, jego forma pozostawia wiele do życzenia. Czy w obliczu nieskuteczności i braku pomocy równie pudłujących kolegów, były reprezentant Trójkolorowych doczeka się „sympatycznego” kolegi do pomocy?

W lipcu 2009 roku 22-letni Karim za 35 milionów euro przeniósł się z Lyonu do Realu Madryt. W swoim pierwszym roku strzelił na boiskach La Liga osiem goli i zaliczył pięć asyst. Do ligowego dorobku dorzucił bramkę i jedno ostatnie podanie w Lidze Mistrzów. Potem szło już tylko lepiej. Co jeden sezon nie schodził poniżej 15 goli w Primera Division.

Jednakże nie tylko nabijanie jego indywidualnych statystyk interesuje nas najbardziej. Do Hiszpanii zawitał w tym samym momencie, co Cristiano Ronaldo. Po krótkim czasie stało się jasne, kto będzie liderem ofensywy Królewskich i nie był to Benzema. Wychowanek Lyonu zaczął wykonywać misję „podajemy CR7”, co skutkowało tym, iż poza golami, liczyła się umiejętność gry kombinacyjnej z przodu, ewentualnie asysty. W punktacji kanadyjskiej wychodził na rok z ponad 20 punktami (po 2010), w niektórych sezonach nawet więcej niż 30. Prawdziwym tąpnięciem był więc poprzednia kampania, w której Benzema zaliczył tylko 16 oczek. Oczywiście mówimy tu jedynie o podstawie zawodnika, jaką jest liga.

Niekiedy również, Francuz miał do pomocy ciekawych graczy. Od samego początku przygody z Madrytem do 2013 roku, konkurował ostro z obecną supergwiazdą Juventusu ,Gonzalo Higuainem. Można więc wywnioskować, iż to właśnie współzawodnictwo z Argentyńczykiem pomogło Benzemie, w coraz większym rozwoju. Higuain odszedł do Napoli, głównie ze względu na pracę z Ronaldo. A ten aspekt niezbyt przeszkadzał naszemu bohaterowi. Wówczas stał się podstawowym numerem dziewięć, a szkoleniowcy dobierali do Karima, nie partnerów, lecz zmienników.

Aby zostać jedynie uczniem KB9, z Juventusu do Realu wrócił „syn marnotrawny”. Alvaro Morata zdobył wówczas 15 goli i 5 asyst, natomiast Benzema tyle samo ostatnich podań, ale 4 bramki mniej. To było ostrzeżenie, które Real zbagatelizował. W sumie z lekką ręką pozbył się wychowanka, chcącego odgrywać wyższą rolę niż miał dotychczas. Zidane uznał jednak, że Francuz da z siebie więcej od Hiszpana w nadchodzącym sezonie. Prawdopodobnie jest to największy personalny błąd szkoleniowca w poprzednim okienku transferowym. Czym skutkował bezpośrednio? To proste. Brakiem zmiennika Benzemy. Pośrednio? Tym, iż atak Realu zbyt uzależnił się od typowego snajpera, jakim jest Cristiano Ronaldo (bo przecież Karim jest głównie od podawania) i w momencie totalnego dołka Portugalczyka, Los Blancos nie posiadają w dużej przecież kadrze, piłkarza, który w takich okresach brałby na siebie odpowiedzialność seryjnego trafiania do siaki. Ok, na ławce siedzi Borja Mayoral, ale nie żartujmy sobie. Na razie facetowi brakuje sporo.

Podsumowując, zapaść CR7, niejako zmienia cele Benzemy na murawie. On jednak nie jest na razie w stanie przejąć pałeczki, a nie wiadomo jak długo kryzys tych dwóch zawodników będzie jeszcze trwać. Jedno jest pewne, lato 2018, po mundialu, będzie gorącym okresem, w którym Real spróbuje zdobyć „perpetuum mobile” do strzelania goli. Czy to będzie wyczekiwany przez wielu transfer Lewandowskiego, czy kogoś innego, nieważne. Ciekawą kwestią natomiast pozostaje, czy Królewscy pociągną się na zimowe szaleństwo w obawie przed uciekającym sezonem. W styczniu klub z Santiago Bernabeu, od kilkudziesięciu lat nie wykonał żadnego spektakularnego kroku. Może jednak, w obliczu fatalnej formy Benzemy i starzejącego się Ronaldo, spróbuje swych sił?


Dawid Komorowski

@PilkaJana

Kibic najlepszych lig świata: hiszpańskiej i Ekstraklasy. Uczę się pisać o piłce kopanej.

Komentarze