La Liga

Co zostawiła nam La Liga?

Dawid Komorowski @PilkaJana

Fot: Ruben Ortega, CC 4.0

Tagi

Dziewięć punktów przewagi nad drugim Atletico, czternaście oczek więcej od Realu Madryt. Jeśli ktoś uważa, że Barcelona jest w stanie przegrać tytuł mistrza Hiszpanii, to chyba jest naprawdę niepoprawnym optymistą. Optymistą co do atrakcyjności i emocji. Nawet w sezonie 2015/2016, kiedy królewskich przejmował Zinedine Zidane, schedę dwunastu punktów straty do Dumy Katalonii potrafił zmniejszyć tylko do jednego oczka, ale i tak przegrał.

Czyli co? Nie ma sensu oglądać meczów czołówki. Teoretycznie nie, ale to jest przecież piłka nożna i wszystko zdarzyć się może. Zimą, drugiemu Atletico, kończy się zakaz transferowy i w tej chwili wiemy, kto dołączy do Los Colchoneros. Z wypożyczenia z Las Palmas wróci Vitolo, natomiast z Chelsea za 66 milionów euro przybędzie syn marnotrawny, Diego Costa. W obliczu chimerycznego Griezzmana, Brazylijczyk z hiszpańskim paszportem powinien stać się przodującą postacią Atleti.

Kolejnym kandydatem do dogonienia Barcy jest oczywiście sensacyjna w tym sezonie Valencia. Na chwilę obecną nie znamy oficjalnych wzmocnień Nietoperzy, ale w sumie, po co wzmocnienia. Co prawda końcówka roku równała się z grudniową zadyszką (porażki z Getafe, Eibar oraz Villarealem), ale możemy być bardziej niż pewni, że podopieczni Marcelino Garcii dobrze wypoczną w przerwie zimowej i zaczną grać jak nigdy, bo już trzeciego stycznia jadą na Wyspy kanaryjskie na pucharowy mecz z UD Las Palmas.

Dalej, mimo wszystko, jednym z faworytów pozostaje Real Madryt. Chyba największe rozczarowanie roku. Obrońcy Klubowego Mistrzostwa Świata i Superpucharu Europy, aktualni zwycięzcy Ligi Mistrzów oraz mistrzowie Hiszpanii, zajmują aktualnie w lidze dopiero czwartą lokatę z czternastoma punktami straty do Barcelony. Co prawda została im jeszcze zaległa potyczka z Leganes, ale nawet jak doliczymy Królewskim komplet punktów, to i tak sprawa nie wygląda różowo. Coraz więcej mówi się zatem o kupnie napastnika światowej klasy, za Karima Benzemę, ale zimowym okienku transferowym chyba nikt nie powinien być na tyle zdesperowany, aby oddać najlepszego snajpera w połowie sezonu. Nawet Tottenham.

Piąta w zestawieniu Sevilla mocno zdziwiła zwolnieniem Eduardo Berizzo. Mimo choroby i niezbyt kontrolowanych meczów argentyńskiego szkoleniowca, klub z Andaluzji radził sobie całkiem nieźle. Do wyjazdowego remisu z Mariborem w Lidze Mistrzów. Potem było już tylko gorzej. Pięć goli straconych na Bernabeu, remis przed własną publicznością z beniaminkiem Levante, a na pożegnanie z 2017 wyjazdowa porażka 1:3 z Realem Sociedad. Nie klasyfikujemy Sevilli jako kandydatów do tytułu (pomijając stratę), bo jest zespołem po prostu zachwianym. Forma jest tak niestabilna, iż w jednym miesiącu potrafią odrobić 0:3, jak w wypadku Liverpoolu, a w drugim potrafią przegrać z totalnym średniakiem. W okienku zimowym za 11 milionów euro do Hiszpanii przyjedzie z Corinthians Sao Paulo Guilherme Arana, ale wątpię, żeby 20-letni Brazylijczyk wniósł niesamowity powiew znakomitej formy do pierwszej jedenastki. Facet dopiero uczyć się będzie europejskiego grania. Wniosek, Sevilla musi szukać gdzie indziej, jeśli chce się wzmacniać za dobre pieniądze.

Dalej w ligowym poletku są Villareal, świetny w tym sezonie Eibar oraz Getafe, Real Socied, czy beniaminek z Girony. Wszystkie te ekipy są w stanie na pewno powalczyć o występy w europejskich pucharach, bo jeśli nie chcemy oglądać Barcelony, bo nawet jak już wiadomo, że prawdopodobnie wygra, to mamy w zanadrzu emocje na paru niższych stopniach. Zresztą z drugiej strony w La Liga gra się najpiękniej na świecie (tak słyszałem), więc czemu by jej nie podziwiać do samego końca, mimo przewag punktowych?


Dawid Komorowski

@PilkaJana

Kibic najlepszych lig świata: hiszpańskiej i Ekstraklasy. Uczę się pisać o piłce kopanej.

Komentarze