Ligue 1

Od Bednarza do Aulasa - wyjątkowa kariera Marcelo

Fot: Steindy, Creative Commons Attribution Generic

Tagi

Marcelo

O ile nazwanie Marcelo Guedesa najlepszym obcokrajowcem w historii Ekstraklasy mogłoby zostać uznanym za dyskusyjne, to nie ma wątpliwości, że żaden importowany zawodnik nie wybił się z polskich boisk wyżej. Brazylijczyk to fenomen – wbrew rozsądkowi ciągle pnie się szczeblach europejskiej piłki i za każdym razem z łatwością przenosi wszystkie swoje zalety do nowej ligi.

Już transfer do PSV robił wrażenie słusznej nagrody za dwa świetne sezony w Wiśle Kraków, choć zauroczeni popisami Marcelo fani mogli przynajmniej po cichu zastanawiać się, czy ich ulubieńca nie byłoby stać na jeszcze lepszy klub. Polską ligę przerastał wszak jak żaden inny stoper – w kryzysowych momentach wspierał drużynę w ataku nie tylko siłą i wyskokiem do piłki, ale też techniką godną stricte ofensywnego piłkarza. Nawet najwięksi optymiści nie spodziewali się jednak, że kariera gracza sprowadzonego do Krakowa dekadę temu przez Jacka Bednarza potoczy się w takim kierunku.

Na szerokie wody Marcelo nie zdołał zabrać ze sobą tylko niesamowitej skuteczności – po wyjeździe z Polski nie zdarzył mu się już sezon z siedmioma zdobytymi bramkami. Pod każdym innym względem w kolejnych klubach i ligach prezentuje się w gruncie rzeczy tę samą jakość, która zapewniła mu wieczne uznanie fanów w Ekstraklasie. To stanowi o jego wyjątkowości i coraz bardziej imponuje z każdym następnym transferem: gdzie by się nie pojawił, zbiera bliźniacze, fantastyczne recenzje.

- Kosztował grosze, a okazał się wielkim wzmocnieniem. Szybko wcielił się w rolę lidera, ustawiał kolegów, wygrywał wszystkie górne piłki. Zdumiewające było jak szybko się zaaklimatyzował w nowym miejscu, zwłaszcza, że piłkarzom z Eredivisie nie zawsze się to w Niemczech udaje. Był świetny w tyłach, ale i bardzo niebezpieczny z przodu – wspomina pobyt Brazylijczyka w Hannoverze 96 Marcin Borzęcki, dziennikarz sport.tvp.pl skupiający się na Bundeslidze. W podobnym tonie wypowiada się o jego grze w BJK Filip Cieśliński z Przeglądu Sportowego, koneser tureckiej piłki:

- Marcelo do Besiktasu przychodził, gdy obrona była w kompletnej rozsypce i został od razu rzucony na głęboką wodę. Początki do wymarzonych nie należały – już w drugim starciu zobaczył czerwoną kartkę, ale szybko okazało się, że w lepionym na ostatnią chwilę środku defensywy tylko on jest w stanie zapewnić regularność i spokój. Przy nerwowym Alexisie Ruano wyglądał na boga futbolu, a zbyt odważnie grającego zakapiora Dusko Tosicia raz po raz omiatał karcącym wzrokiem jak ucznia. Przy rozsądnie grającym Marcelo Serb piłkarsko dojrzał (a mówimy o wiekowym już graczu z doświadczeniem w Bundeslidze), nauczył trzymania linii i rezygnacji ze zbyt częstych ofensywnych eskapad. W kolejnym sezonie stanowili już duet niemal idealny.

Jak na razie wszystko, co mówią o brazylijskim stoperze obserwatorzy znający go z poprzednich klubów, co do słowa aplikuje się również do jego występów w Lyonie. Ex-Wiślak wniósł do ekipy Les Gones siłę i opanowanie, jakich nie widziano tam bodaj od dekady i ostatnich dobrych meczów legendarnego rodaka Marcelo, Crisa. Nie jest to wprawdzie tak duże osiągnięcie, jak mogłoby się zdawać na pierwszy rzut oka – spis graczy mających liderować obronie OL w ostatnich latach (m.in. Dejan Lovren, Milan Biševac, Mapou Yanga-Mbiwa, Jeremy Morel) to w zasadzie lista wstydu, na której in plus wyróżnia tylko produkt własny klubu, Sam Umtiti – ale pozycja, jaką wywalczył sobie we Francji wychowanek Santosu i tak budzi uznanie.

Marcelo stał się bowiem w klubie twarzą defensywnej rewolucji, jakiej niegdysiejszy seryjny mistrz Francji wymagał od kilku sezonów. Równocześnie na Parc OL przenieśli się także nowi boczni obrońcy – Kenny Tete i Fernando Marçal – którzy również okazali się na swoich pozycjach znaczącymi wzmocnieniami względem poprzedników. To 30-letni stoper jest jednak ogniwem spajającym dotychczas zupełnie sobie obcych zawodników w sprawną formację. Pod tym względem jego praca bardzo przypomina to, z czym rok wcześniej musiał się mierzyć (i z czym doskonale sobie poradził) w ekipie Monaco Kamil Glik, który także okazał się naturalnym głównodowodzącym linii w 3/4 złożonej ze świeżo kupionych graczy.

Miarą pozycji, jaką Marcelo buduje sobie w kolejnych klubach jest to, jak rzadko zdarza mu się lądować poza wyjściową jedenastką. Na siedem sezonów w Eredivisie, Bundeslidze i Süper Lig tylko w dwóch (debiutanckich w PSV i H96) opuścił więcej niż trzy ligowe spotkania. W rozgrywkach 12/13 od rozegrania pełnej puli minut we wszystkich kolejkach powstrzymało go tylko dwumeczowe zawieszenie przez władze holenderskiej ligi, zaś w barwach Hannoveru wychodził w pierwszej jedenastce w 54 meczach z rzędu (od ostatniej kolejki 13/14 do ostatniego meczu w klubie, w dniu transferu do Turcji w styczniu 2016). W minionych rozgrywkach także był bliski zaliczenia kompletu gier; jedno spotkanie obejrzał z trybun przez kolekcjonowanie żółtych kartek, a finałową kolejkę – już po zapewnieniu sobie mistrzostwa – opuścił z uwagi na drobny zabieg.

Bruno Génésio także ufa mu bezgranicznie – odkąd Brazylijczyk gra w Lyonie, ominął go występ tylko w dwóch meczach we wszystkich rozgrywkach: w Ligue 1 nie zagrał, a jakże, przez karę za czerwoną kartkę, a w Pucharze Ligi trener dał mu odpocząć. Od transferu rozegrał więc już 25 spotkań. Rewanżową rundę otworzył zaś pierwszym golem dla Les Gones – w 87. minucie 1. rundy Pucharu Francji przeciwko Nancy dał drużynie wyrównanie, które koledzy zdołali jeszcze w ostatniej akcji doliczonego czasu zamienić w zwycięstwo 3:2. Defensywa Francuzów wciąż bywa rozchwiana, ale nikt nad Rodanem nawet nie próbuje sobie wyobrażać, jak mogłaby wyglądać bez 30-latka.

Historia Marcelo jest wyjątkowa – nikogo nie zdziwiłoby (nawet jeśli mogłoby trochę rozczarować), gdyby PSV było szczytowym punktem w jego CV. Transfer z H96 do Besiktasu zapowiadał się zaś w tamtym czasie na życiowy ruch 28-letniego już gracza: prezent od losu i ostatni wielki kontrakt. Ten nadszedł w rzeczywistości dwa sezony i dwa mistrzowskie tytuły później, kiedy Olympique Lyon uczynił Marcelo czwartym najdrożej sprzedanym graczem w historii BJK. Rozsądek podpowiadałby, że Parc OL naprawdę będzie ostatnim wielkim przystankiem Mistrza Polski z 2009 roku, ale piłkarz zrobił już wystarczająco dużo, by teraz rozsądne prognozy zatrzymać w rezerwie.


Komentarze