Premier League

Coquelin – parę słów o karierze w Arsenalu

Aleksandra Karczewska @INeysiI

Fot: fotopress / Contributor, getty images

Tagi

Dzisiaj do tablicy wywołujemy Francisa Coquelina. Osobę, która za czasów szkolnych umawiała się na boisko nie z kolegami, żeby pograć w piłkę, a z koleżanką żeby móc ją pocałować. Postać, która wolała tenis od futbolu i niemiecki od matematyki.

Czy czas francuza w Londynie zawsze opiewał w pozytywy? Dlaczego po tylu latach zdecydował się opuścić Londyn na rzecz Hiszpanii? Na te i inne pytania spróbuję odpowiedzieć w tym tekście.

Zacznijmy od początku, czyli od pierwszego dnia naszego bohatera w Arsenalu. Jak sam przyznaje wyglądało to jak jedna wielka wojna. „Pamiętam, że ujrzałem jak dwóch zawodników się bije na treningu. Ja pokłóciłem się z Jensem Lehmannem. Pomyślałem sobie wtedy ‘gdzie ja jestem?’”.

Coquelin przekonał jednak do siebie sztab szkoleniowy, mimo gęstej atmosfery. Nie przeszkadzało im również, że na testy medyczne przyszedł z doznanym urazem uda. Złośliwi mogli by powiedzieć, że to pewnie dzięki temu, że miał kontuzję, tak zaimponował Kanonierom, i że wkupił się tym w ich naturalne środowisko.

Odchodząc od żartów, nie tylko ten dzień był dla Francisa trudny. Był on jeszcze młodzieńcem a wyprowadził się od swojego kraju, z dala od przyjaciół. Jak wspomina, jego życie to były tylko treningi, a potem spędzanie czasu będąc ‘zamkniętym’ w hotelowym pokoju. Jedyna osoba, z którą złapał kontakt, i która mówiła w jego języku była akurat kontuzjowana i nie brała udziału w meczach. Nie mógł więc oczekiwać od niej wsparcia. Mimo wszystko dał radę i dotrwał do swojego awansu do pierwszej drużyny.

Swój debiut francuz datuje na dwudziestego trzeciego września 2008 roku. Był to mecz przeciwko Sheffield United. Zmienił wtedy w sześćdziesiątej dziewiątej minucie Frana Meridę.

Na swojego pierwszego gola francuz czekał do szóstego października. Było to w spotkaniu rezerw Arsenalu ze Stoke City. Po tym Coquelin strzelił jeszcze tylko raz. Oba gole notowane są dla drużyny rezerw, a w pierwszej drużynie nie strzelił wogóle. Dodatkowo gracz zanotował cztery asysty (dane: transfermarkt). Te statystyki nie wyglądają oszałamiająco, ale to nie jego zadaniem było strzelanie goli. O tym jaką miał rolę chciałabym napisać za chwilę.

Najpierw spójrzmy na przerwy na wypożyczenia jakie w te dziesięć lat w Arsenalu, zanotował Francis. Było ich aż trzy. Pierwszy rok jaki francuz doświadczył poza Kanonierami był w sezonie 2010/2011. Grał wtedy dla Lorient. Najciekawszym okresem jednakże był czas w Charlton Athletic. Zawodnik spędził tam tylko miesiąc w 2014 roku, ale jak mówi, to właśnie tam nauczył się najwięcej biorąc pod uwagę swoje wypożyczenia. „Championship to bardzo trudna liga. Być może technicznie rzecz biorąc Premier League jest odrobinę lepsza. Jednakże patrząc na siłę, zaangażowanie w pojedynkach czy wyzwania, myślę że Championship jest bardzo trudne. Pomogło mi to wrócić do Premier League.” – powiedział francuz.

Cały sezon 2013/14 piłkarz spędził grając dla Freiburgu. Tutaj możemy wrócić do rozmyślań nad rolą jaką pełnił dla kanonierów. „Spotkałem kilka naprawdę świetnych osób. Jednakże mówiąc o piłce, nie spędziłem najlepszego czasu w mojej karierze. Można powiedzieć, że wyniosłem z tego kilka dobrych rzeczy i dużo się nauczyłem, ale to był najgorszy czas w mojej karierze. Grałem na pozycji lewego wahadłowego. Zawalałem w każdym meczu!” – z tej wypowiedzi Coquelina wynika jasno, że to nie była pozycja dla niego. Nie jest on typem, który może biegać w ataku i obronie przez cały mecz. Zgadza się z tym również Arsene Wenger: „Rozmyślacie o tym żeby Francis zagrał jako prawy obrońca. Ja nie. Ja wiem, że jego profil fizyczny nie pasuje do obrońcy. Nie może biegać długich dystansów i wracać do obrony. Francis to koleś, który ma dużo energii na krótkich dystansach. Za każdym razem kiedy grałem nim na prawej obronie kończyło się to kontuzjami mięśniowymi. Myślę, że trzeba być przyzwyczajonym do wkładania aż tak dużego wysiłku. On nie ma na to możliwości fizycznych żeby odwalać taką robotę.”. Nie ma wątpliwości, że defensywny, czy środkowy pomocnik pasował do niego najlepiej. Nie ma też wątpliwości, że z tej pozycji nie strzela się dużo. Jego zadaniem było podawanie piłek do kolegów, którzy poprowadzą ją dalej.

Koniec końców Wenger nie dawał ostatnio swojemu rodakowi zbyt wielu minut. Coquelin biorąc więc przykład z wielu kolegów po fachu, zaczął szukać możliwości żeby w rok mistrzostw świata przekonać do siebie trenera reprezentacji.

Do wyboru Valencii najbardziej namawiał go Santi Cazorla. Jednakże nie tylko on maczał w tym palce. „Wszyscy (Nacho Monreal, Hector Bellerin, Santi Cazorla, Skhodran Mustafi) mówili mi, że Valencia to świetny klub, zlokalizowany w niesamowitym miejscu. Nie pozostaje mi więc nic innego jak tylko cieszyć się grą i pobytem w tym mieście. Będę dawał całego siebie na boisku. Liczę na to, że niedługo zobaczycie mnie w najlepszej wersji.”.

My też na to liczymy i z pewnością będziemy obserwować sytuację Francisa w Hiszpanii.


Aleksandra Karczewska

@INeysiI

Na co dzień koneserka talentu Jordiego Alby i Bojana Krkicia. Fanka FC Barcelony flirtująca ze Stoke City. Pisze dla Sofa Gol.

Komentarze