La Liga

Girona czy Eibar, która drużyna bardziej zaskakuje?

Aleksandra Karczewska @INeysiI

Fot: getty, getty

Tagi

Każdy z nowych sezonów rozgrywany w naszych ulubionych ligach ma to do siebie, że zawsze znajdzie się drużyna, która zawiedzie najmocniej, i taka, która staje się objawieniem. Chciałabym dzisiaj skupić się na dwóch drużynach, które najbardziej zaskakują w tym sezonie La Liga w pozytywny sposób.

Girona i Eibar pozornie pochodzą z dwóch różnych światów. Jeden z zespołów dopiero w tym roku zdołał awansować do La Ligi, a drugi jest w niej już od kilku lat. Analizując jednak ten sezon, znajdziemy więcej podobieństw niż różnic.

Szczerze przyznam, że od Girony od początku oczekiwałam sporo. Sam fakt, że klub jest wspierany przez Manchester City w ramach City Football Group. Warto tu wspomnieć o tym, że do hiszpańskiego klubu zostało wypożyczonych kilku graczy od obecnego lidera ligi angielskiej. Dostali oni także sporą zapomogę finansową kiedy CFG zdobyło 44,3% udziałów klubu. Kolejne 44,3% ma Pere Guardiola, brat Pepe. Wszystkie te fakty sprawiały, że byłam pewna, że dobrze sobie poradzą.

Jeszcze bardziej przekonana byłam po ich presezonie. Warto tutaj wspomnieć o wspaniałym debiucie Michaela Olunga. Zdobył on wtedy aż dwa gole w pogromie Girony nad C.F Ripoll. Katalończycy wygrali wtedy 8-0.

Muszę przyznać, że z kolei nad Eibarem przed sezonem nie zastanawiałam się zbyt wiele. Ot, typowy średniak. Może trochę poniżej przeciętnej. Jednak i oni mieli bardzo ciekawe przygotowanie do sezonu. Wygrali sześć meczy, pięć przegrali i jeden zremisowali. Padały w tym duże wygrane z ciekawymi przeciwnikami jak na przykład 4-2 z Leeds United czy 3-1 z Antalyaspor.

Po presezonie widać więc, że obie drużyny poradziły sobie zadowalająco.

Obie drużyny są obecnie umiejscowione w środkowych okolicach tabeli ligowej. Girona zajmuje dziesiąte miejsce, co jest bardzo ciekawym wynikiem biorąc pod uwagę fakt, że to ich pierwszy rok. Brak doświadczenia nie daje po sobie kompletnie znaku.

Eibar natomiast jest na ósmym miejscu. Ta informacja robi się ciekawa wtedy kiedy spojrzymy na poprzednie lata. W sezonie 2014/15 zakończyli na szesnastym miejscu, w 2015/16 na trzynastym, w 2016/17 na dziesiątym, a w tym są już na ósmej pozycji. Wniosek nasuwa się sam. Ta drużyna z roku na rok regularnie pnie się ku górze. Jeżeli uda im się skończyć sezon na tej pozycji to będzie można zacząć myśleć o tym, że niedługo zaczną być brani pod uwagę w górnych częściach tabeli.

Mimo tego, że jak wspomniałam, drużyny dzielą dwa miejsca w zestawieniu drużyn La Ligi, to tak naprawdę miedzy nimi jest tylko i wyłącznie jeden punkt różnicy.

Girona po siedmiu wygranych, siedmiu przegranych i pięciu zremisowanych meczach zyskała dwadzieścia sześć punktów. Eibar natomiast po ośmiu wygranych, ośmiu przegranych i trzech zremisowanych spotkaniach ma ich na koncie dwadzieścia siedem.

Sporo zamieszania robi jednak fakt, że różnica goli u Katalończyków wynosi zero, u Basków natomiast minus siedem. Nawet jeśli kluby zrównały by się punktami nie mielibyśmy wątpliwości więc kto jest lepszy.

W wykonaniu Girony większość sezonu do tej pory wyglądała obiecująco. Wygrali oni nawet z takim przeciwnikiem jak Real Madryt. Być może w tym sezonie to nie jest aż tak zadziwiające, ale wciąż trzeba im to przypisać jako wielki sukces. Do tego cały czas w pamięci mamy historyczny mecz w wykonaniu tej drużyny z ubiegłego weekendu. Rozgromili Las Palmas 6:0 co stało się najwyższą w historii klubu wygraną w La Lidze. Co prawda ta historia nie jest długa, ale ewidentnie widać, że Katalończycy nie próżnują. Do historii zapisał się także Olunga. Po wspomnianym meczu stał się pierwszym Kenijczykiem, któremu udało się strzelić gola w La Liga i pierwszym graczem Girony, który może poszczycić się hat-trickiem zdobytym dla tego klubu.

Eibar natomiast rozegrał pamiętny mecz z Valencią, z którą niespodziewanie wygrał. Większość osób za faworyta uważała właśnie nietoperzy. Ci po męczarniach przegrali jednak z Baskami po tym jak w 88. Minucie Joan Jordan ustanowił wynik końcowy strzelając gola głową z trudnej pozycji.

Nie tylko Valencia miała problemy. Nieźle natrudziło się też Atletico Madryt. Jan Oblak nieźle musiał się na ćwiczyć żeby koniec końców jego drużyna mogła wygrać 1:0.

Podsumowując, trudno będzie wybrać jedną z drużyn bo obie pokazały w tym sezonie swoje dobre strony. Obie drużyny idą też niemal łeb w łeb w zmaganiach w lidze, i obie zakończyły rozgrywki Pucharu Króla na tym samym etapie. Oba kluby mają też przed sobą dokładnie tych samych rywali do końca sezonu. Dla Girony najbliższym rywalem będzie Atletico, z którym na jesieni zremisowali. Eibar natomiast szykuje się na spotkanie z Malagą.

Będę wierna swoim pierwszym rozważaniom i przyznam, że mi osobiście większą niespodziankę w tym sezonie sprawia Eibar bo jeśli w nadchodzącej części sezonu nie zboczą z torów i nie poluzują pasów to mogą wspiąć się diametralnie wyżej niż zwykle. Od Girony wiele oczekiwało się od początku. Musieliby więc naprawdę się postarać żeby na koniec sezonu zakończyć rozgrywki na takim miejscu, które zrzuciło by ludzi na kolana.


Aleksandra Karczewska

@INeysiI

Na co dzień koneserka talentu Jordiego Alby i Bojana Krkicia. Fanka FC Barcelony flirtująca ze Stoke City. Pisze dla Sofa Gol.

Komentarze