Serie A

Czego potrzebuje Milan, żeby wrócić do walki o mistrzostwo Włoch?

Bartosz Brzoskowski @bbrzoskowski95

Fot: nobbiwan CC 2.0

Tagi

Kilka dni temu Ronaldinho oficjalnie zakończył karierę piłkarską. „Oficjalnie” jest tu słowem kluczowym, bowiem od niespełna roku legenda futbolu i tak pozostawała bez zatrudnienia, a od stycznia 2011 Brazylijczyk czarował już na zapleczu poważnej piłki. Wcześniej jednak zarażał on uśmiechem na europejskich boiskach grając w barwach takich marek jak PSG, FC Barcelona czy AC Milan. No i ja właśnie o Milanie miałem dziś napisać, także nie dziwcie się proszę, że pozwoliłem sobie przy okazji zacząć od faceta, który kilka lat w Mediolanie spędził, a którego wspomnienie bezpośrednio sąsiaduje w mojej świadomości z zapachem dobrze ubitej ziemi boiska szkolnego przy mojej szkole podstawowej.

Sam Ronaldinho w barwach Rossonerich nie wzniósł żadnego trofeum, choć zabrakło mu do tego dokładnie sześciu miesięcy, gdyż w połowie mistrzowskiego sezonu 10/11 przeniósł się on do za Atlantyk do Flamengo. W 95 występach w Milanie zanotował 26 trafień i 29 asyst- bez szału. Nie mniej jednak Ronnie do każdego z zespołów, w których występował wnosił wartości często dużo cenniejsze od bramek i asyst. Myślę tutaj o uśmiechu i radości z wykonywanego zawodu. Te właśnie czynniki są w mojej opinii kluczowe dla Milanu w obecnym momencie istnienia.

Kiedy 27 listopada ubiegłego roku posadę menadżera Rossonerich przejmowała (kolejna już) klubowa legenda Gennaro Gattuso, wzrok wielu fanów piłki nożnej na świecie zaczął z zainteresowaniem kierować się właśnie na Mediolan. Po człowieku, który nigdy wcześniej nie stał za sterami tak dużego projektu jakim jest drużyna Milanu nikt chyba nie spodziewał się taktycznego geniuszu, umiejętności okiełznania wielkich ambicji młodych i bogatych chłopców, czy chłodnego, odpowiedzialnego zarządzania. Rino Gattuso nigdy nie słynął z bystrości umysłu, wiedzy, empatii, kreatywności etc. Ten facet był typowym boiskowym rzeźnikiem, który prawdopodobnie grając przeciwko ośmioletnim dziewczynkom nie powstrzymałby się przed ciosami łokciem, wślizgami od tyłu, czy wulgarnymi okrzykami w stronę partnerów. I bardzo dobrze. Nie wiem jak Wy, ale ja takich zawodników uwielbiam. No właśnie- „zawodników”, bo to podejście niekoniecznie sprawdza się po drugiej stronie linii bocznej boiska.

Nie mam pojęcia jaki Gennaro jest za zamkniętymi drzwiami szatni, ale rozsądek podpowiada, że suszarki Fergusona to błahostki przy codziennych treningach pod wodzą Rino. Szczególnie wobec wyników prezentowanych przez Milan w ostatnim czasie. No właśnie, dla formalności- w momencie pisania tego tekstu drużyna znajduje się na 11. pozycji w Serie A, ma 28 punktów po 20 meczach, 25 bramek zdobytych i 27 straconych. To tak w skrócie, bo wszystko oczywiście okraszone jest nudną i nieatrakcyjną grą. Jak więc zaradzić? Co jest przyczyną? O co tutaj chodzi? Gdybym wiedział, prawdopodobnie byłbym już bardzo bogaty i opalony włoskim słońcem. Pewne jest tylko jedno- gra Milanu sprawia ból nie tylko kibicom, ale również samym piłkarzom. Nie trzeba być ekspertem od mowy ciała, żeby widzieć gołym okiem, iż futbol nie sprawia zawodnikom z czerwono- czarnej części Mediolanu żadnej frajdy. I tu właśnie wrócimy do Ronaldinho. Jak pisałem wyżej, gdziekolwiek się nie pojawiał natychmiast zarażał uśmiechem. Przez lata jego kariery chwalić i ganić można było go za wiele rzeczy. Wkręcał rywali w ziemię tak samo ochoczo i radośnie jak tańczył w klubach wieczór wcześniej. Potrafił strzelić z wolnego- potrafił „strzelić małego”. Ze stadionu wychodził z piłką, z zabawy wychodził z innego typu krągłościami. Był genialny? Był. No po co drążyć temat? Ano po to, żeby zwrócić uwagę na pewną zależność- zadowolenie z życia osobistego przenosi się na radość z pracy. To jest fakt udowodniony naukowo.

Czujecie już chyba do czego zmierzam, hmm? Średnia wieku z pierwszej drużynie Milanu wynosi 25,8 lat, to nie jest już drużyna z pierwszej dekady XXI wieku, kiedy to Maldini, Pirlo, Inzaghi, Seedorf, czy Gattuso właśnie, osiągali największe sukcesy będąc już poważnymi Panami z poukładanym życiem prywatnym. Młodzi chłopcy, którzy być może są przyszłością Milanu muszą czuć się tam dobrze, muszą żyć i cieszyć się każdym dniem, w którym trwa ich wielki piłkarski sen w jednym z najbardziej rozpoznawalnych klubów świata. Gattuso występuje w szatni jako surowy, bezkompromisowy ojciec, a na efekty wychowawcze takiego stylu trzeba czekać długimi latami- uwierzcie mi, że wiem co mówię. Twarda ręka Rino nie jest zapewne jedynym czynnikiem decydującym o tym, że piłkarze na boisku psychicznie aż kulą się w sobie (i kopią po czołach). Bądź co bądź pod wodzą Montelli nie było wcale lepiej. Tu kłania się potężny rak prawie całej włoskiej piłki- absolutny brak umiejętności zarządzania, zarówno przedsiębiorstwem jak i ludźmi. Pracując z chłopakami, którzy w zasadzie od osiągnięcia pełnoletniości zarabiają wielkie pieniądze, tułają się po świecie, są kuszeni przez agentów, kolegów, panny i innych „wujów dobra rada” trzeba kłaść potężny nacisk organizacyjny na ułatwianie im życia. Piłkarz martwiący się o załatwienie przedszkola dla dziecka, mający problem ze zrobieniem zakupów w obcym języku, będący niepewnym swojej pozycji w drużynie, nie rozumiejący kultury kraju czy klubu, źle czujący się w szatni z powodu podejścia szkoleniowca lub braku kontaktu z kolegami, itd. nie ma możliwości cieszenia się grą w piłkę w takim stopniu, który pozwalałby na osiągnięcie iście brazylijskiego luzu na murawie. Zarządcy klubu, którzy obecnie na głowie mają kwestie związane z ewentualną sprzedażą Milanu zdają się od dłuższego czasu zapominać, że największym kapitałem przedsiębiorstwa są jego pracownicy. Gattuso ma pracowników naprawdę dobrych (i Lucasa Biglię), wystarczy tylko i aż dać im możliwość czerpania radości ze swojego życia i odnalezienia w sobie podwórkowej uciechy z kopania piłki.

Kibiców Milanu pocieszę, sam Gattuso zdaje się dostrzegł problem z głowami swoich zawodników. Po kilkudniowej przerwie od treningów Rino w czwartek wypowiedział się na łamach LGdS w taki sposób: „Muszę powiedzieć, że zespół wrócił w dobrej formie. Zawodnicy udanie pracowali podczas urlopów i spisują się dobrze również w Milanello. Jestem bardzo zadowolony z tego, w jakiej dyspozycji zawodnicy wrócili do klubu. Nie miałem jednak co do tego wątpliwości. Przerwa przyniosła nam korzyści także mentalnie, ponieważ wyłączyliśmy się w głowach. Chłopaki wrócili z odpowiednim pragnieniem i wieloma oczekiwaniami. ”.

No i świetnie! Pozostaje czekać i obserwować efekty. Okazję do ich zaprezentowania zawodnicy będą mieli już w niedzielę mierząc się na wyjeździe z Cagliari. Przeciwnik zdaje się być idealny do utrwalenia w sobie pozytywnego nastawienia.

Wszystkich, którzy spodziewali się z mojej strony porad taktycznych, propozycji transferów czy poruszenia kwestii zwolnienia Gennaro szczerze przepraszam za ten psychologiczno- organizacyjny wywód, ale prawdę powiedziawszy szukacie dziury w całym. Taktyka to teoria, a ze wzmocnień najbardziej prawdopodobne wydaje się zakontraktowanie Mattii Alfonso Donnarummy- syna Antonio. Chłopaczek urodził się w prawdzie 17 stycznia, więc trzy dni temu, ale ma na nazwisko Donnarumma? Ma! No to kontrakt pewny.

Aaa..! Piłkarzom Milanu zalecam zaś regularne, choć niezbyt częste zażywanie tequili wprost z pępków supermodelek. Byle we wspólnym gronie i przy akompaniamencie wesołej muzyki. R10 tak robił i działało. Nie zmyślam, tak było!


Bartosz Brzoskowski

@bbrzoskowski95

Zakochany w futbolu student Psychologii w Biznesie. Dumny, rodowity Wąbrzeźnianin. Ekspert w @Radio_Golpl

Komentarze