No category

#2

Marek Osypiuk @OsypiukM

Fot: Własne

Tagi

Superpuchar Legia Arka

Mecz o Superpuchar Polski za nami. Po raz kolejny okazało się, że jest to trofeum któremu nie po drodze jest z warszawską Legią. Legia Warszawa po raz czwarty bowiem z rzędu przegrała w Superpucharze. Mistrzowie Polski przegrali z Arką Gdynia po rzutach karnych (3:4).

W Legii przed tym spotkaniem zapowiadano, że zamierzają przełamać złą passę i zgarnąć to trofeum. Nie było rotowania składem, wyszli Ci którzy na ten moment mają najbliżej do wyjściowego składu. Malarz, Pazdan, Moulin, Guilherme, Nagy, kończąc na Niezgodzie, który wobec urazu Chukwu stał się pierwszym wyborem Magiery do gry w ataku. Pełne trybuny stadionu przy Łazienkowskiej 3 oczekiwały dobrego spotkania no i przede wszystkim wygranej mistrza Polski, niestety kolejny Superpuchar z rzędu zakończył się takim samym rezultatem.

Tempo spotkania od pierwszych minut nie było spektakularne, ale optyczną przewagę miała rzecz jasna Legia. Bardzo dobry początek meczu zanotował Dominik Nagy, który na skrzydle stanowił nie lada problem dla obrony zdobywcy Pucharu Polski. Legia też jako pierwsza mogła w tym sptkaniu objąć prowadzenie kiedy Moulin zacentrował piłkę z rzutu wolnego na wysokości pola karnego, a piłka po uderzeniu jednego z gospodarzy minęła Steinborsa, ale ratownikiem Arki okazał się Warcholak, który zdołał tą piłkę wybić. Po tej akcji nikt na tym stadionie nie spodziewał się co się wydarzy pod drugą bramkę już chwilę później. W pozornie niegroźnym zamieszaniu pod swoją bramką Michał Pazdan tak niefortunnie wyblokował piłkę, że ona zamiast wyjść poza boisko znalazła się w warszawskiej bramce. Na stadionie dało się wtedy słyszeć wielki jęk zawodu i niedowierzanie. Wierni kibice natychmiast okazali wsparcie swojej drużynie i na całym stadionie dało się słyszeć „Nie poddawaj się ukochana ma”.

Legia po straconej bramce dążyła do szybkiego wyrównania i miała dwie znakomite okazje po dwóch kornerach, najpierw zatrzymał ich Steinbors, a za drugim raz Nagy trafił w słupek. Niezłomna Legia doprowadziła ostatecznie bardzo szybko do remisu. Guilherme odegrał piłkę do Moulina, a ten najpierw zamarkował strzał i pięknym strzałem z zewnętrznej części stopy zdjął pajęczynę z okienka bramki. Po tym trafieniu trybuny eksplodowały i wszyscy spodziewali się, że kolejne bramki dla Legii będą już tylko kwestią czasu. Do przerwy jednak mimo wielu prób gospodarzy niczego nie dało się już zdziałać.

Na początku drugiej połowy zadymiło się na boisku za sprawa kibiców Arki Gdynia, którzy postanowili wypróbować swoje piro. Gdy dym się trochę rozrzedził Guilherme przeprowadził bardzo dobrą kontrę po której domagał się rzutu karnego za blokowanie futbolówki ręką, ale sędzia ani nie wskazał na jedenasty metr, ani nie skorzystał z systemu VAR, który był testowany podczas tego spotkania. Bardzo szybko na murawie pojawili się Mateusz Szwoch, Sebastian Szymański oraz Vamara Sanogo. Mimo to z upływem minut za dobrą grę można było chwalić jedynie Moulin. Legia nie mogła sobie poradzić z Arką, próbowała ale brakowało konsekwencji i tego jednego dobrego zagrania, które mogłoby dać wygraną. Koniec końców czekał nas konkurs rzutów karnych.

Przed rzutami karnymi „Żyleta” skandowała imię i nazwisko Malarza by dodać otuchy swojemu bramkarzowi przed pojedynkami z Arkowcami. Niestety konkurs jedenastek nie przebiegł po myśli legionistów. Arkowcy okazali się bezbłędni, to nie był dzień Arka Malarza, który nie wyczuł ani jednego strzału rywala, na domiar złego do siatki nie zdołali trafić Moulin i Kopczyński co skutkowało kolejną porażką w Superpucharze.

Jakie wnioski nasuwają się p tym spotkaniu? Przede wszystkim to spotkanie uwidoczniło jeden główny problem, Legii nie miała jakości na ławce by móc to coś zdziałać po przerwie. Oczywiście nikt tu nie ma zarzutów do Szwocha, Szymańskiego czy Mateusza Żyro, Jacek Magiera nie miał po prostu kogo z tej ławki wpuścić na boisko. Inna kwestia że kilku graczy zagrało poniżej możliwości i oczekiwań, przeszło obok tego spotkania. Ale żeby nie sypać samej krytyki trzeba też dodać, że Legia miała okazje i to nawet bardzo dobre. Zabrakło jedynie wykończenia aby zakończyć to spotkanie w regulaminowym czasie gry. Nikt jednak nie załamuje rąk, bo jak historia uczy porażki w tym pechowym Superpucharze nie należy odbierać za jakiś złu zwiastun bo w dalszej części sezonu Legia gra znacznie lepiej, a sezon kończy na właściwym miejscu. 


Marek Osypiuk

@OsypiukM

Fan rodzimej Ekstraklasy, głównie Legia Warszawa. Dodatkowo sledzacy niemiecka Bundeslige

Komentarze