Premier League

Czy Mahrez jest więźniem Leicester?

Bartosz Brzoskowski @bbrzoskowski95

Fot: Ben Harding, CC-BY-SA-2.0

Tagi

mahrez Leicester

Wielka kasa i sława to niebezpieczne środowisko dla młodych ludzi. Życie jest sztuką podejmowania decyzji, a w otoczeniu tych dwóch czynników szalenie ciężko kierować się racjonalnymi argumentami. Ostatnio przekonał się o tym Riyad Mahrez, a wraz z nim zawodnicy, pracownicy i kibice Leicester City oraz wszyscy fani brytyjskiego futbolu.

Algierczyk ubzdurał sobie, że jest tak wielką supergwiazdą Premier League, iż może obrazić się na klub, nie stawiać się na treningach i zażądać transferu! Jak to się zaczęło? Pod koniec stycznia, a więc dosłownie dni, przed końcem okienka transferowego lider Premier League, Manchester City postanowił zrobić psikusa „Lisom” z Leicester i złożyć zapytanie o transfer Riyada Mahreza do przyszłego Mistrza. Ten moment był przyczynkiem do rozpoczęcia komedii absurdu na Wyspach. Najpierw Mahrez poprosił o transfer, Leicester prośby odrzuciło, City podbiło ofertę kilkukrotnie aż do 55 milionów funtów! Ta kwota również nie zrobiła większego wrażenia na włodarzach Leicester, w związku z tym Algierczyk postąpił najgorzej jak tylko mógł – tupnął nogą jak dziewczynka, odwrócił się na pięcie, obraził i przestał pojawiać na treningach. Dziecinada!

Kontrakt Mahreza z Leicester wygasa w czerwcu 2020 roku i do tego czasu, bez zgody klubu nie zmieni on otoczenia. To jasne. Ja osobiście też podpisałem w życiu kilka umów i jakoś nie wyobrażam sobie sytuacji, w której obrażam się na dostawcę prądu czy internetu, przestaję mu płacić i żądam przeniesienia do innego dostawcy. Prawdopodobnie otrzymałbym taką karę finansową, że odechciałoby mi się gwiazdorzenia. Otóż Mahrez karę od klubu otrzymał, 200 tysięcy funtów. Nie wiem dokładnie ile zarabia Algierczyk, ale na biednego nie trafiło, coś czuję, że 200 tysięcy funtów rozpoznawalny piłkarz Premier League wyciąga z szuflady szafki przy łóżku. Kara nie pomogła. Naszej gwiazdeczki nadal nie widujemy na treningach w ośrodku Leicester i pewnie jeszcze przez długi czas nie zobaczymy w kadrze meczowej.

Samego zawodnika można poniekąd próbować zrozumieć. Jest niezłym piłkarzem. No dobrze… Jest prawym skrzydłowym wysokiej jakości, który w mistrzowskim sezonie Leicester City decydował w zasadzie o każdej akcji ofensywnej tej drużyny. Wyraźnie wyrasta ponad Leicester i nie dziwi mnie, że może czuć się sfrustrowany i mieć wrażenie, że zasługuje na więcej. Ponadto oferta z Manchesteru City w tym sezonie to w zasadzie „oferta nie do odrzucenia”. City zostanie w tym roku mistrzem Anglii i prawdopodobnie wysoko zajdzie w Lidze Mistrzów, przy okazji połykając mniejsze krajowe puchary. Ponadto kasa w Manchesterze jest o wiele większa niż w Leicester, tak więc sam piłkarz mógłby liczyć na kilkukrotny wzrost wysokości tygodniówki. Cóż więcej można dodać na obronę Mahreza? Może jeszcze jedynie to, że za równo dwa tygodnie skończy 27 lat wchodząc tym samym w wiek, w którym trzeba zacząć myśleć o robieniu poważnej kariery w poważnym klubie. Tak zwany „ostatni gwizdek”. Raz, dwa, trzy… trzy argumenty w obronie Mahreza! Wszystkie do bólu egoistyczne.

Ja rozumiem, że będąc piłkarzem nie kieruje się swoją karierą z myślą o pokoju na świecie lub szczęściu innych. Każdy chce zarobić i odnieść sukces. Nie mniej jednak Mahrez musi pamiętać, że to „Lisy” go stworzyły. Gdy 11 stycznia 2014 przechodził z francuskiego Le Havre do skromnej ekipy z hrabstwa Leicestershire był nikim. Kosztował wtedy 500 tysięcy euro. Dziś „The Citizens” wykładają 55 milionów funtów, Claude Puel szepcze pod nosem coś o kwotach rzędu 100 milionów funtów, bo to w końcu piłkarz z tytułem Mistrza Anglii na koncie! Oczywiście, obie kwoty są grubo przesadzone, ale gdyby na King Power Stadium nie okrzyknęli Mahreza swoim generałem, to propozycje takich sum, nigdy by nie padły.

Obecnie rynek transferowy pełen jest zagrywek poniżej pasa w stylu Mahreza. Virgil van Dijk, Aubameyang, Coutinho, Dembele, Alexis. Wszyscy oni stroili fochy, aby wymusić transfer. Każdemu z nich ostatecznie się to udało, więc sprawa przycichła. To właśnie pierwsza różnica na niekorzyść Riyada. On został ostatecznie w pierwotnym klubie i wciąż kontynuuje strajk. Wiadomo, że do czerwca okienko transferowe jest zamknięte, więc przez cztery najbliższe miesiące Algierczyk nic dla siebie nie ugra. Wypracował sobie opinię kapryśnego buntownika, zraził zapewne do siebie trenera, kilku kolegów, masę fanów i każdego potencjalnego, kolejnego pracodawcę. W zasadzie sam wykreślił się swoim zachowaniem z grona kandydatów do głośnego transferu, a przy okazji z dużym prawdopodobieństwem zabrał sobie cztery miesiące gry, które z pewnością odbiją się na jego formie. Wspomniałem wyżej takich gentlemanów jak Auba, van Dijk, Coutinho, etc. Oni w swojej kampanii buntowniczej mieli jeszcze jedną znaczącą przewagę nad Mahrezem – są jedyni w swoim rodzaju, są istnymi gwiazdami na swoich pozycjach, każdy z nich ma coś, co absolutnie go wyróżnia. Mahrez po prostu napędza zespół prawą flanką i ma dobrą lewą nogę. Taki piłkarz może w Premier League wyskoczyć jak diabeł z pudełka w ciągu kilku tygodni gdzieś ze szkółki Arsenalu, West Hamu, czy Manchesteru United. Okazać by się, że chłopaczek daje drużynie tyle co mógłby dawać Mahrez, a do tego jest 8 lat młodszy, wyższy i ciężej pracuje w defensywie. Nikt nie będzie wykładał za zawodnika możliwego do zastąpienia kwot przekraczających 100 milionów funtów, a więc takich, z którymi po prostu nie można dyskutować.

Leicester musiało zawetować transfer Algierczyka i dobrze zrobiło. Oczywiście kibic zawsze broni zawodnika i szkaluje zarząd, ale w tej sytuacji chyba nawet najbardziej zagorzali fani „Lisów” zgodzą, się ze mną, że Mahrez zachował się jak szczeniak, zaś włodarze Leicester City w przeciwieństwie do swoich odpowiedników z Liverpoolu, Dortmundu czy Southampton pokazali, że mają cojones i nie dali zastraszyć się jakiemuś młodemu chłopaczkowi z włosami na żel.

Odpowiadając na pytanie zawarte w tytule tego tekstu - czy Mahrez jest więźniem Leicester? Nie! Mahrez zakontraktowanym pracownikiem Leicester City. Jest za to niewolnikiem własnego mniemania o sobie.

Szkoda, że Riyad tak się zachował. Mógł jeszcze zrobić karierę w klubie z czuba tabeli angielskiej ekstraklasy i błysnąć kilkukrotnie w Lidze Mistrzów. Teraz jest już bez szans, bo żaden klub z poważnymi planami sportowymi nie zatrudni w swoje szeregi kogoś kto okazuje się być tykającą bombą w szatni. Szanuj Pan tych, którzy Cię stworzyli Panie Algierczyk. I nie gryź ręki, która karmi.


Bartosz Brzoskowski

@bbrzoskowski95

Zakochany w futbolu student Psychologii w Biznesie. Dumny, rodowity Wąbrzeźnianin. Ekspert w @Radio_Golpl

Komentarze