La Liga

Świetna forma Stuaniego –przypadek, czy doświadczenie?

Dawid Komorowski @PilkaJana

Fot: Ovasion, EL Pais

Tagi

Dwanaście goli w 19 występach w La Liga. Wyeliminowałbym znaczenie jakiejkolwiek losowości. 31-letni Urugwajczyk ma na swoim koncie wiele występów w najwyższej klasie rozgrywkowej, nie tylko na poziomie Primera Division, ale też Premier League.

W 2008 roku młody Christian Stuani wyjechał ze swojej południowoamerykańskiej ojczyzny. Kierunkiem podróży była oczywiście Europa. Jego talent najszybciej odkryli przedstawiciele włoskiej Regginy. Po pół roku Christian rozpoczął sagę wypożyczeń. Na samym początku trafił do Hiszpanii, która, jak się miało później okazać, najbardziej leży naszemu bohaterowi. Albacete, Levante oraz Racing Santander. Łącznie, grając dla tych trzech zespołów, osiągnął świetne statystyki. 109 razy wbiegał na zielone połacie murawy w kraju Don Kichota. Do tego dokładał to, co napastnik powinien dokładać. Czyli strzelać gole, a rywalom wbijał piłkę do siatki 45-krotnie.

Najbardziej intryguje jednak brak chęci utrzymania strzelca na Półwyspie Apenińskim przez Regginę. Co prawda, przez pierwsze (i ostatnie) pół roku w Europie, Stuani przez 20 spotkań, strzelił jednego gola i zanotował dwie asysty, co sztab treningowy odebrał jako znak, potrzeby rozwoju napastnika na wypożyczeniu. Już jednak pierwszy okres występów w Albacete, można uznać za dobry, jak nie doskonały. Sam nie wiem, czego po powrocie oczekiwała Reggina, bo na sentymenty w 2012 roku było już za późno. Espanyol wyłożył konkretną ofertę, a sam zawodnik naciskał na transfer, w celu oduzależnienia się od włoskiego pracodawcy.

Krótko po już oficjalnej przeprowadzce na Półwysep Iberyjski, Stuani został powołany do kadry, którą do dzisiaj (stan na 08.02.2018) reprezentował 38 razy i strzelił 5 goli. Poza Copa America, urodzony w Tali napastnik, był z drużyną Urugwaju na Mistrzostwach Świata w Brazylii w 2014 roku. Do garści statystyk należy dodać również, okres kariery w Espanyolu Barcelona. Dla „Papużek”, przez 3 sezony, zaliczył 25 trafień. To pokazuje, jaki regres zaliczył Stuani. Regres? Może po prostu stanął w miejscu? Urugwajczyk w porównaniu z poprzednimi zespołami nie potrafił rozwijać się w należytym miejscu. Dlatego w sierpniu 2015, przeniósł się do Anglii. Grające w Championship Middlesbrough zapłaciło za „9”, 4 miliony euro. No i znów zaczynamy wyliczankę, siedem goli + jedna asysta, natomiast po awansie do Premier League, jedynie 4 trafienia.

Coś Stuaniemu jednak nie grało i latem 2017 roku wrócił do „swojej” Hiszpanii. Nowym klubem napastnika została Girona, beniaminek z Katalonii. Regionu, w którym spędził przecież parę lat. Znajomość kultury, języka, zwyczajów cywilnych, ale też i tych na boisku mogły, a nawet musiały zaprocentować. Z wiekiem przyszło doświadczenie, a w połączeniu z niezłymi umiejętnościami wychodzi nam potwór-goleador. Wiadomo, trochę szczęścia zawsze jest potrzebne. Jednak można było się spodziewać, że wreszcie moment Stuaniego nadejdzie. Jak nie teraz, to później, a za szczęście uznamy to, że jego 5 minut nadeszło teraz, a nie za dwa lata, kiedy będzie trzeba kończyć karierę. W konsekwencji, w La Liga gra naprawdę niezły zawodnik, u którego wreszcie przyszła forma, spowodowana wieloma minutami na boisku. Nie tym rodem z B-klasy, a z naprawdę dobrych lig.


Dawid Komorowski

@PilkaJana

Kibic najlepszych lig świata: hiszpańskiej i Ekstraklasy. Uczę się pisać o piłce kopanej.

Komentarze