Serie A

Szydera od kibiców – czy Bernardeschi postąpił słusznie?

Fot: -, youtube.com

Tagi

Federico Bernardeschi Juventus FC Włochy Serie A ACF Fiorentina Publicystyka

Co prawda od ostatniego meczu ligowego „Bianconerich” minął niecały tydzień, jednak warto się pochylić nad zachowaniem skrzydłowego ekipy z Turynu, Federico Bernardeschiego.


23-latek zamienił Fiorentinę na Juventus w lipcu zeszłego roku za 40 milionów euro. Skrzydłowy związał się z obecnymi mistrzami Włoch pięcioletnim kontraktem. Na samym początku były gracz Crotone musiał zadowolić się rolą rezerwowego. Debiut młodego Włocha nastąpił w trzeciej kolejce Serie A podczas meczu z Chievo (3:0), gdzie Bernardeschi zastąpił Stefano Sturaro. Wystarczyło zaledwie czternaście minut, żeby reprezentant „Squadra Azzurra” zanotował asystę przy bramce Paulo Dybali (wtedy była to bramka na 3:0).

Od tego czasu Federico zgromadził na swoim koncie pięć bramek i sześć asyst w 25 meczach. Ostatni z goli był tym zdecydowanie najważniejszym – przeciwko byłej drużynie, Fiorentinie, z rzutu wolnego. Zawodnik nie ukrywał radości po strzeleniu tej bramki, co można zobaczyć poniżej.

- „Celebrowałem bramkę, ponieważ szanuję swoich fanów. Jestem profesjonalistą i muszę mieć szacunek do kibiców. Zawsze byłem i jestem wdzięczny Fiorentinie za wszystko. Teraz obrałem nowy kierunek w karierze i staram się grać jak najlepiej dla nowej drużyny” - skwitował ofensywnie usposobiony zawodnik tuż po zakończeniu meczu.

I chyba moja odpowiedź nie będzie żadnym zdziwieniem. Jeżeli ktoś na pożegnanie pisze na transparencie nieopodal stadionu Fiorentiny „Któż nie chciałby ci splunąć w twarz - Bernardeschi garbate g*”no”, to chcesz pokazać kibicom byłej drużyny, że nie mają absolutnie racji. Przede wszystkim Fede cechuje profesjonalizm, przez co udzielił takiego, a nie innego wywiadu po meczu. Tutaj należy się dozgonny szacunek.

Jak powszechnie wiadomo, ekipa z Toskanii nie lubi się z Juventusem od czasu, kiedy Roberto Baggio odszedł właśnie do zespołu z Turynu w lipcu 1990 roku. Tak więc można przyzwyczajać się do takich widoków na Stadio Artemio Franchi, kiedy utalentowany skrzydłowy wybiegnie w trykocie „Starej Damy”. I szczerze mówiąc, w przypadku Bernardeschiego powinno być podobnie, jak u Gonzalo Higuaína – gwiżdżą na niego kibice byłego klubu (w tym wypadku Napoli), a ten strzela bramki jak szalony. 


Komentarze