Premier League

Co się dzieje z Southampton

Bartosz Brzoskowski @bbrzoskowski95

Fot: Werner100359 CC 4.0

Tagi

Southampton

Premier League jest kapitalnym produktem. W rzeczywistości marketingowej, którą rządzi wymiana pieniędzy na emocje, najwyższa piłkarska klasa rozgrywkowa na Wyspach Brytyjskich objawia się jako marka – religia, tworząca w umysłach ludzi podobne uzależnienie co Apple, McDonald czy Coca Cola.

 Dzieje się tak za sprawą niepowtarzalnego klimatu i ludzkiego oblicza jednej z najpopularniejszych scen świata, na której błysnąć może się nawet klub z niewielkiego portowego miasta w hrabstwie Hampshire. Klub niosący za sobą sztandar historii bogaty w koronowanego lwa- symbol Premier League, lecz także znamię siedmiu lat spędzonych „na wygnaniu” w Championship oraz League One. Mowa o Southampton F.C., drużynie, która powracając do Premier League po siedmiu latach tułaczki jeszcze do niedawana wyznaczała standardy działania kolejnym beniaminkom na Wyspach. W ostatnich miesiącach okazuje się jednak, że „Święci” zblokowani są w futbolowej sferze profanum.

Z kronikarskiego obowiązku wspomnę - 26 punktów po 27. kolejkach w lidze, 5 zwycięstw, 11 remisów i 11 porażek, 28 bramek zdobytych, 40 straconych. Osiemnaste miejsce w Premier League- strefa spadkowa. Podręcznikowy kryzys. Przypomnę tylko, że mowa o drużynie, która w 4 poprzednich latach zajmowała miejsca w górnej połowie tabeli, w sezonie 15/16 goszcząc nawet w prestiżowym gronie TOP 6. Nie pokuszę się o stworzenie planu ratunkowego dla „Soton”, ale postaram się odszukać przyczynę tak słabej dyspozycji. Nie skupię się przy tym jednak na zależności pomiędzy ustawieniem 4-2-3-1, a umiejętnością kopnięcia piłki po linii prostej. Zajmę się prawdziwymi przyczynami zapaści „Świętych”.

Kto czytał znakomitą książkę pod tytułem „Futbonomia” autorstwa Simona Kupera i Stefana Szymańskiego, ten wie, że gdybyśmy ułożyli tabelę dowolnej ligi świata w kolejności od drużyny najwięcej wydającej na pensje piłkarzy, do drużyny, która w tym tej kwestii wydaje najmniej uzyskalibyśmy układ tabeli w około 90% zgodny z rzeczywistym, po zakończeniu sezonu. Wniosek z tego jest prosty i jakże oczywisty - wyżej jest ten, kto ma lepszych piłkarzy. Przy tym oczywiście zakładamy, że lepszy zarabia więcej. Southampton w ostatnich latach dorobiło się łatki klubu, który wypuszcza na świat dobrych piłkarzy. Czy to ze szkółki, czy też rozwijających się, ściągniętych do Hampshire po taniości młodzieńców. Polityka transferowa „Świętych” nie jest jednak skuteczna. Jeśli liczymy zyski z poszczególnych, rozwijanych przez klub piłkarzy, wszystko wygląda bardzo zdrowo. W biznesie jednak, nie ważne ile zarabiasz. Ważne w jaki sposób inwestujesz. Na tej płaszczyźnie włodarze klubu z St. Mary’s koncertowo się wykładają. Przytoczę nazwiska kilku zawodników, którzy zostali sprzedani z Southampton od ostatniego awansu do Premier League – Luke Shaw, Sadio Mane, Adam Lallana, Victor Wanyama, Nathaniel Clyne, Morgan Schneiderlin, Virgil van Dijk, czy niewykupiony po wypożyczeniu Toby Alderweireld. Co za nazwiska! Na tych gentlemanach klub zarobił łącznie około 186,4 miliona Euro! Patrząc na realia rynku transferowego jeszcze choćby przed dwunastoma miesiącami, za tę kwotę można by realnie wzmocnić każdą z czterech formacji oferując świetnym zawodnikom zadowalające pensje i status liderów drużyny. Włodarze „Soton” sprzedając jakościowych zawodników zakupują jednak na ich miejsce kolejnych młodych, którzy może odpalą (powodzenia Panie Bednarek!) lub średniej jakości kopaczy z nieco lepszych klubów, którzy mają zacząć czarować „od zaraz” (Lemina, Carrillo, Gabbiadini). W obecnym momencie kultywowania tej polityki klub zdaje się dotcierać do miejsca, w którym zostaje bez zawodników robiących różnicę na korzyść „Świętych”, bez wielkich pieniędzy na uruchomienie planu awaryjnego oraz bez czasu na przeczekanie gorszego momentu.

Od dawna wiadomo, że awans do Premier League, który wiąże się z ogromnym zastrzykiem gotówki w klubowej kasie niesie za sobą również negatywne skutki. Po 3 – 4 latach od awansu trzeba zacząć słono płacić zawodnikom, którzy zakodowali już sobie w głowach, że są gladiatorami jednej z najbardziej prestiżowych aren świata. Długoterminowe zarządzanie budżetem klubu awansującego do Premier League jest jeszcze większym wyzwaniem dla klubu, niż wyciąganie stałego bywalca ligi z długów. Żelazne trzymanie się stylu polegającego na oszczędzaniu pieniędzy i liczeniu na eksplozję talentu jednego z młodych graczy jest strategią równie romantyczną co obecność Southampton w Premier League i równie bezpłodną, prowadzącą do regresu. Piłka nożna jest biznesem. Każdy klubowy cent musi być inwestowany z głową, a nie chomikowany i przeznaczany na pensje zawodników, którzy „może kiedyś, za jakiś czas, prawdopodobnie, jest szansa, że chyba odpalą”.

Patrząc na obecny układ tabeli najwyższej klasy rozgrywkowej na Wyspach Brytyjskich ciężko ocenić szanse „Soton” na utrzymanie. Bądź, co bądź, w walkę o zachowanie bytu w lidze realnie zaangażowanych jest 10 zespołów. Ja jednak wierzę w to, że „Święci” nie spadną do Championship, lecz nie dzięki swojej sile, a dzięki słabości takich drużyn jak West Brom, Swansea czy Stoke.

Tu nasuwa się jednak pytanie – czy dla samego klubu utrzymanie jest pozytywem? Czy w obliczu „januszowego” podejścia do własnego budżetu, włodarzom z St. Mary’s lepiej nie zrobiłby spadek i podejście do tematu organizacji klubowej kasy od początku? Zatoczenie cyklu istnienia, choćby opiewającego w kolejną tułaczkę po zapleczu Premier League mogłoby dać chwilę, na złapanie świeższego podejścia do działania, redefiniowania strategii biznesowej i powrotu do korzeni interesu – zatrudnienia poważnych ludzi do realizacji poważnych celów, za poważne pieniądze.


Bartosz Brzoskowski

@bbrzoskowski95

Zakochany w futbolu student Psychologii w Biznesie. Dumny, rodowity Wąbrzeźnianin. Ekspert w @Radio_Golpl

Komentarze