La Liga

Diego Simeone, czy dojrzał już do poprowadzenia innego topowego klubu?

Adrian Smoliński @AdrianSmolinski

Fot: getty, g

Tagi

Diego Simeone Atletico Madryt
Co raz słyszy się możliwym końcu ery Diego Simeone. Oczywiście włodarze Atléti ani myślą zwalniać Argentyńczyka, jednakże ten już nie raz rozmyślał o zakończeniu swojej przygody w Madrycie. Jak wyglądałoby życie Cholo po Atlético i czy charyzmatyczny trener odnalazłby się w innym topowym zespole? Zapraszam

Rok 2011, po sensacyjnym dwumeczu, Atlético - które było zdecydowanym faworytem - odpada z Copa Del Rey z 3-ligowym Albacete. Piłkarze z Madrytu zawodzą także w lidze. Po 16 kolejkach zespół z Vicente Calderon zajmuje dopiero 10 miejsce. Taki obrót spraw doprowadził do zwolnienia ówczesnego szkoleniowca Gregorio Manzano. 23 grudnia tego samego roku zostaje podjęta decyzja - nowym trenerem ekipy ze stolicy Hiszpanii zostaje były gracz Atlético Madryt - Diego Simeone, który jak sam twierdził wiedział, że wróci do Madrytu. 41-letni wówczas Argentyńczyk nie może się pochwalić bogatym trenerskim CV. Co prawda, Diego prowadził do tego czasu już 6 drużyn (pięć z Argentyny oraz jedną z Włoch), ale w żadnej nie wytrzymał dłużej niż półtora roku - najdłużej, bo 570 dni Simeone spędził w Estudiantes. Podczas pierwszej konferencji  prasowej nikt nie mógł się spodziewać jak potoczą się losy Atlético Cholo. Jednakże dewizą, którą kieruje się do dzisiaj, napełnił nadzieją serca obecnych w sali. "Partido a partido" - mecz po meczu. Tak wygląda codzienność każdego człowieka na ulicy. Z dnia na dzień. Kolejne wyzwania, kolejne przeszkody, kolejne cele – tłumaczył Diego. Tak Simeone przemienił Atléti w maszynę do punktowania. Zwycięstwo w Lidze Europy i Copa Del Rey, przerwanie dominacji Realu oraz Barcelony w La Liga. To wszystko w przeciągu zaledwie 7 lat.

Argentyńczyk ma kontrakt ważny do 2020 roku, ale już teraz należy zadać pytanie: czy istnieje życie po Atlético dla Simeone?  Pierwsze szepty o możliwym opuszczeniu Madrytu pojawiły się po drugim przegranym finale LM. Był to jeden z trudniejszych, o ile nie najtrudniejszy okres w trenerskiej karierze Diego. Do pozostania w klubie, wydaje się przekonali go ostatecznie kibice, którzy tłumnie zbierali się aby wesprzeć swojego wodza. Los Colchoneros wydają się być lustrzanym odbiciem Argentyńczyka. Energiczni, waleczni, nieustępliwi. Są armią podążającą za swoim przywódcom. Są jak gladiatorzy - nigdy nie odpuszczają.

"Każdy mecz musimy grać z nożem w zębach"

Powtarzał swoim piłkarzom trener Atléti. 7 lat. Przez ten okres Simeone werbował i zaszczepiał zawodnikom swoje DNA, swój styl - Cholizmo. Czy byłby w stanie przenieść to na inny zespół? Myślę, że tak, ale aby tak się stało musi być spełnionych kilka warunków. Simeone ma w sobie odrobinę old scholl'u. Stawia na intensywność, intensywność i jeszcze raz intensywność. Jego drużyna ma być przede wszystkim skuteczna, a piękną grą niech zajmie się Barcelona czy Real. U zawodników ma widzieć zaangażowanie, a kto nie daje rady, cóż... - jeśli ktoś narzeka na to, czego od niego wymagam, to jest słaby, a słabi mnie nie interesują. Teraz wyobraźmy sobie Argentyńczyka w PSG - przeładowanym gwiazdami światowego topu, widzących tylko czubek własnego nosa, z Neymarem na czele. Początki byłyby na pewno bardzo trudne. Jednakże zastanówmy się gdzie mógłby trafić 47-latek? Nie zależy mu na pieniądzach, ani na ściąganiu zawodników za niebotyczne sumy. Klub musi trafić mu do serca, musi go poczuć - poprzez stadion, kibiców czy piłkarzy.

Sporą część swoich sukcesów, Simeone zawdzięcza atmosferze, którą wprowadził do drużyny. Poczucie rodziny, przynależności pozwala zawodnikom czuć się pewnie. Niewątpliwie, w innym zespole starałby się wprowadzić podobny nastrój. Do sukcesu Diego przyczynił się również fakt, że dostał wolą rękę jeżeli chodzi ściąganie nowych zawodników. Kupował ludzi patrząc nie tylko na ich umiejętności piłkarskie, ale i na charakter - idealnym przykładem jest tutaj Diego Costa, który do dzisiaj jest jednym z ulubionych żołnierzy Cholo. Jeżeli 47-latek miałby kiedyś stworzyć Atletico v2 musiałby mieć podobne warunki co w Madrycie.

Zanim jednak 47-latek spakuje walizki i wyjedzie ze stolicy Hiszpanii, zostało mu jeszcze jedno zadanie do wykonania - zwycięstwo w LM...

Dla kontrastu i podniesienia wartości tego artykułu, poprosiłem o komentarz Marka Dubieleckiego - redaktora Ole Magazyn, a prywatnie kibica Atlético Madryt:

Kontrakt Simeone z Atlético jest ważny jeszcze przez dwa lata i w tej chwili nic nie wskazuje na to, by Argentyńczyk miał go nie wypełnić. Władze z Cerezo na czele nie wyobrażają sobie na ławce innego trenera niż Cholo, piłkarze chcą z nim dalej pracować, a sam zainteresowany czuje, że zespół z Madrytu nie powiedział jeszcze ostatniego słowa i przy odpowiednich wzmocnieniach może powalczyć przede wszystkim o Ligę Mistrzów – trofeum, którego cały czas na próżno szukać w klubowej gablocie. Także kibice zdają sobie sprawę z tego, że choć podejście i filozofia Diego może czasem irytować i nie wszystkie jego decyzje spotykają się z aprobatą trybun, to wyniki i sukcesy osiągane pod jego wodzą mówią same za siebie i wszystko rekompensują. Fani skoczyliby za Simeone w ogień i starają się nie myśleć o tym, że Argentyńczyk pewnego dnia opuści Metropolitano. Prasa niejednokrotnie łączyła go już z różnymi klubami, wśród których najczęściej przewijały się Inter, Chelsea i PSG. Tego typu doniesienia zawsze trzeba traktować z przymrużeniem oka, ale bez wątpienia po rozstaniu z Atlético 47-latek obejmie jakiś wielki europejski klub. Co prawda wielu widziałoby go już na stanowisku selekcjonera reprezentacji Argentyny, ale on sam twierdzi, że do objęcia tak poważnej funkcji potrzebuje jeszcze kilku lat doświadczenia. Największe szanse na podpisanie z nim kontraktu daje się Interowi, bowiem obok Atlético to jeden z tych klubów, które Diego nosi w sercu i w których chciałby spróbować swoich sił. Bez wątpienia Simeone jest w stanie poradzić sobie w każdym otoczeniu, bowiem wyznawana przez niego filozofia i podstawowe założenia współpracy z zawodnikami są niezwykle uniwersalne. Cholo sam wybiera sobie piłkarzy, z którymi chce pracować, bo wymaga od nich stuprocentowego poświęcenia i zaufania wobec jego metod. To nie jest jednak trudne, ponieważ gracze nie są ślepi i doskonale widzą, jak wiele można z nim osiągnąć i jak bardzo można pod jego okiem rozwinąć skrzydła. Warsztat Argentyńczyka spokojnie pozwala mu myśleć o odnoszeniu sukcesów we wszystkich najmocniejszych ligach. Warunek jest jeden – wolna ręka w budowaniu zespołu i czas, by zasiane przez niego ziarno mogło wydać obfite plony.

Adrian Smoliński

@AdrianSmolinski

Wierny fan klubu FC Barcelona, zakochany w La Liga.

Komentarze