Serie A

Ciao, Leo. Benvenuto, Leo.

Paweł Kosiński @kosinsky_pl

Fot: nobbiwan CC 2.0

Tagi

bonucci juventus milan

Tegoroczne okienko transferowe obfituje w wiele spektakularnych transferów. Zawodnicy tacy jak James Rodriguez, Wayne Rooney, Alexandre Lacazette, Romelu Lukaku czy Douglas Costa już zdążyli zmienić barwy klubowe, a przed nami jeszcze 1,5 miesiąca transferowych zawirowań. Prawdziwa bomba wybuchła jednak w czwartek. Filar żelaznej obrony Juventusu, Leonardo Bonucci spakował walizki i ruszył do Mediolanu. Bynajmniej nie po to, by zwiedzać Piazza del Duomo. Leo Bonucci pojechał zostać kapitanem Rossonerich.

Wiele mediów łączyło ostatnio Bonucciego z Chelsea lub Manchesterem City. Kwoty? 60, 70 mln euro wydawały się być jak najbardziej racjonalne w czasach, gdy klasowy, środkowy obrońca pokroju Cannavaro czy Nesty, mogący w pojedynkę rozstrzygnąć spotkanie jest towarem deficytowym. Tymczasem niespodzianka. Bonucci wybierając Mediolan kosztem Londynu czy Manchesteru przyczynił się do zasilenia klubowej kasy Juventusu… zaledwie 40 milionami euro. Tak. Czterdziestoma.

“Promocja!” “Marotta oszalał!” “Juventus jak zwykle sprzedaje za frytki.” “Tylko patrzeć, gdy Barcelona zwietrzy frajerstwo i wyciągnie Dybalę za drobne”.

Tego typu stwierdzenia zalały czwartkowy internet. Nie trudno dziwić się takim głosom, jednak jak to często bywa, głośne transfery mają swoje głębsze lub płytsze drugie dna. W tym przypadku dno jest głębsze, niż mogłoby się na pierwszy rzut oka wydawać.

KONFLIKT

Od dłuższego już czasu do mediów przebijały się informacje o konflikcie stopera Bianconerich z trenerem Massimiliano Allegrim. Klub oraz sami zainteresowani oczywiście plotki dementowali, jednakże jak wiemy, w każdej plotce leży ziarnko prawdy. Wszystko wskazuje na to, że konflikt jednak mogł mieć miejsce.

Wszystko zaczęło się od lutowego spotkania z Palermo, wygranego przez Starą Damę 4:1. Pod koniec meczu doszło do sprzeczki Bonucciego z Allegrim, czego wynikiem była absencja stopera w kolejnym meczu z FC Porto oraz kara finansowa. Takie są fakty. A jakie są przypuszczenia odnośnie lutowego incydentu? Panowie po meczu podobno rzucili się sobie do gardeł, to samo miało powtórzyć się na późniejszym treningu. La Gazetta Dello Sport pisała również w lutym, że Allegri miał postawić ultimatum zarządowi, domagając się wytransferowania Bonucciego w letnim okienku. Dzisiaj te “przypuszczenia” wydają się być całkiem prawdopodobne. Czara goryczy przelała się jednak w dniu finału Ligi Mistrzów.

Plotki o konflikcie w szatni w przerwie meczu z Realem Madryt krążyły już od dawna, jednakże oprócz występu drużyny w drugiej połowie finału to chyba dopiero ostatnie ruchy zarządu Juventusu potwierdziły ich wiarygodność. Prowodyrami kłótni mieli być Dani Alves, który opuścił klub za porozumieniem stron tłumacząc ostatnio niezdarnie, że “w Turynie brakowało mu muzyki i tańca” oraz właśnie Leo Bonucci. Co najprawdopodobniej wydarzyło się w Cardiff?

Mówi się o tym, iż spór rozpoczął się od słów Alvesa krytykującego zachowawczą grę ukaranego żółtą kartką Paulo Dybali. Wtórował mu Bonucci a w obronę rodaka wziął Gonzalo Higuain oraz Andrea Barzagli. Włoch usłyszał od Bonucciego, że nie powinien się wtrącać, gdyż całą połowę nie nadążał za Marcelo i nadaje się do zmiany. W odwecie Barzagli wytknął Bonucciemu winę za stratę pierwszego gola. Panowie mieli rzucić się na siebie a jedynie interwencja Maxa Allegriego uchroniła zawodników przed zwykłą bójką.

Co robi zarząd Juventusu, gdy ma w swoim otoczeniu “zgniłe jabłko”? Jak najprędzej je wyrzuca. Przypomina nam się tu casus Arturo Vidala, który odszedł do Bayernu Monachium za kwotę dużo niższą, aniżeli jego rynkowa wartość. Niedługo przed tym transferem Chilijczyk spowodował wypadek prowadząc samochód pod wpływem alkoholu.

Bonucci również musiał zostać wypchnięty, dlatego 40 milionów euro zadowoliło zarząd Starej Damy. Dlaczego jednak Bonucci nie został sprzedany do Anglii, co bardziej opłacałoby się Juventusowi?

WSZĘDZIE DOBRZE, ALE W DOMU NAJLEPIEJ

Ano właśnie dlatego. Rodzina Bonucciego niezbyt przychylnie patrzyła na wyprowadzkę poza Półwysep Apeniński, zważając głównie na chorobę synka Leonardo Bonucciego. Za wszelką cenę należało więc wypchnąć stopera do włoskiego klubu. Roma i Napoli odpadają - najwięksi rywale w wyścigu po scudetto. Inter? Kibice nie wybaczyliby takiego ruchu. Pozostała więc jedyna opcja. Opcja, która przez dwa najbliższe sezony nie powinna stanowić realnego zagrożenia w walce o pierwsze miejsce.

NUOVO MILAN

Nowy Milan - projekt napędzany chińskimi juanami zaczyna “na papierze” wyglądać naprawdę przyzwoicie. W Mediolanie tworzy się naprawdę niezła paczka, a ruchy transferowe, które w obecnym okienku dokonuje duet Fassone-Mirabelli wzbudzają uznanie piłkarskiego otoczenia. Bonucci postanowił więc zostać współkonstruktorem tego projektu tak samo, jak miało to miejsce w Turynie wcale nie tak dawno temu. Dodatkowo, według wielu źródeł, Leonardo Bonucci od startu ma zostać nowym kapitanem Rossonerich.

Oczywiście za wszystkim stoją również pieniądze. Nowy kontrakt włoskiego stopera gwarantuje mu znacznie większe zarobki aniżeli w Juventusie. I choć wydaje się, że w tym wypadku pieniądze nie grały tu największej roli to nie możemy być naiwni wierząc, że nie były one ważnym czynnikiem zmiany klubowych barw przez Bonucciego. Leo został najlepiej opłacanym zawodnikiem włoskiej Serie A, z kontraktem wartym 8 milionów euro rocznie. A do tego jeszcze bonusy.

Done deal. Bonucci w Milanie. I chociaż wielu kibiców Bianconerich w najśmielszych snach nie wyobrażało sobie takiego toku zdarzeń to plotki, które przedostawały się do mediów zaczynają nakreślać nam logiczną całość. A może nawet i prawdę. Katastrofalna druga połowa w wykonaniu Juventusu w trakcie finału Ligi Mistrzów, a także rozwiązanie kontraktu z Danim Alvesem i sprzedanie “za drobne” Leonardo Bonucciego wydają się niemożliwym nie mieć wspólnego mianownika. Stwierdziłbym więc, że Milan nie zrobił kapitalnego ruchu. Trafił po prostu na kapitalną promocję niechcianego już towaru.

Leonardo Bonucci miał szansę zostać prawdziwą legendą Starej Damy, budowniczym jej potęgi, elementem powstania drużyny ze zgliszczy. I choć nie sposób ująć mu zasług, to w perspektywie czasu zostanie zapamiętany przez kibiców Juventusu jako ten, który zawalił finał Ligi Mistrzów. Smutne to stwierdzenie, lecz chyba całkiem prawdopodobne.

Ciao, Leo. Benvenuto, Leo.


Paweł Kosiński

@kosinsky_pl

Designer i mediaworker w dobrym tego słowa znaczeniu. Naiwniak wierzący w romantyczny futbol.

Komentarze