La Liga

Dwa bieguny... (przemyślenia)

Dawid Komorowski @PilkaJana

Fot: Real Club Deportivo, El Desmarque

Tagi

29 kwietnia 2018 roku. Po godzinie 22:00. Na stadionie w Coruni, jedni płaczą, drudzy skaczą z radości. Nie znaczy to jednak o niepoczytalności niektórych osób. Gospodarze spadli do Segunda Division, natomiast przyjezdni zdobyli mistrzostwo Hiszpanii.

Aby tylko myśleć dalej o misji utrzymanie, piłkarze z Galicji musieli wygrać z wielką Barceloną. Nie będziemy mówić szczegółowo o przebiegu tego spotkania, choć było interesująco. Gospodarze wyciągnęli się z 0:2 na 2:2, po golach Lucasa Pereza i Emre Colaka. Stwierdzić też można było dominację w rozgrywaniu przez długi okres meczu, co mówiąc krótko, Deportivo nie zdarzało się w lidze zbyt często, a tym bardziej z Dumą Katalonii. Ostatecznie geniusz Suareza i Messiego dał wygraną 4:2 klubowi z Katalonii i upragnione, bo wieszczone już od połowy grudnia zeszłego roku, mistrzostwo Primera Division. Z jednej strony widzimy radość, z drugiej smutek. Podopieczni Clarence’a Seedorfa od wyjazdowej porażki z Atletico 0:1 w 30. kolejce, postanowili wreszcie wziąć sprawy w swoje strudzone ręce i wreszcie zaczęli imponować formą. Wygrana z Malagą, wyjazdowa victoria na San Mames z Bilbao, wymęczony remis z Sevillą i Leganes. Wszystko wskazywało na to, że utrzymanie jest całkiem blisko. Niestety, dla Deportivo wykres formy poszedł do góry również u największego rywala, czyli Levante. Nie, uprzedzając pytania, nie jest to sprawka Ferrari Sadiku. Walczący o życie piłkarze musieli wygrać z Barcą, gdyż sąsiedzi Valencii, znów mogli chełpić się trzema punktami.

Ten wywód nie znaczy jednak, iż mamy teraz odwrócić się plecami do Messiego i spółki, bo udaremnili nikczemnie piękną baśń rycerzy króla Seedorfa. No i mają jeszcze czelność cieszyć się w obecności łkających tłumów na Riazor. Wcale nie, bo spadek Depor jest podyktowany wieloma błędami z pierwszej części kampanii 17/18, a i za samego holenderskiego szkoleniowca nie było różowo. Jak już wspomniałem wcześniej, prawdziwe przebudzenie i naprawdę dobra gra, nastąpiły od wygranej z Malagą (najsłabszej drużyny w lidze).

Tym bardziej musimy podziwiać drugą stronę – Blaugranę. FC Barcelona w tym sezonie przegrała tylko jedno(!!!!!!!!!) spotkanie. Zdecydowanie najgorsze w swoim wykonaniu, czyli 0:3 z AS Romą. To jedno spotkanie zamknęło podopiecznym Ernesto Valverde drogę do tytułowego hat-tricka. Stracili szansę na Ligę Mistrzów, lecz w finale Pucharu Króla rozbili mocną Sevillę 5:0, wytrącając rywalom wszystkie atuty z małych tamtego wieczora rąk. No i oczywiście wygrali tytuł właśnie tym meczem z Deportivo la Coruna. Świetny sezon w wykonaniu Messiego, Iniesty, Busquetsa, Rakitica, Ter Stegena i reszty drużyny został uwieńczony powrotem na hiszpański tron po roku rozprostowywania kości. Najlepsze chyba jednak przed ekipą z Camp Nou. W lidze nie zanotowali ani razu 0. To oznacza, że mogą powtórzyć rekord z czeluści historii. Z początku XX (!!!!) wieku. Najtrudniejsza część tego zadania przed nimi, 6. maja o godzinie 20:45. Tak moi państwo, czas na El Clasico…


Dawid Komorowski

@PilkaJana

Kibic najlepszych lig świata: hiszpańskiej i Ekstraklasy. Uczę się pisać o piłce kopanej.

Komentarze