Piłka nożna

"Nałóg. Pie****ny nałóg.

Paweł Grzywacz @GrzywkaFutbol

Fot: Public domain

Tagi

Igor Sypniewski Grzegorz Król Nałóg

„Nałóg. Pierdolony nałóg”, takimi słowami zaczyna się jeden z rozdziałów książki „Przegrany” Grzegorza Króla. Książki, która pokazuje jak nałogi mogą zniszczyć dobrego piłkarza. Oto kilka słów o polskich piłkarzach, którzy swoje kariery przepili lub przegrali w kasynach.

Hazard, alkohol, nikotyna, narkotyki, a nawet kawa, jest wiele rzeczy od których człowiek może się uzależnić, a żadne uzależnienie nie jest dla nas dobre. Szczególnie, gdy jesteśmy zawodowym sportowcem. Każda z historii tutaj wspomnianych to przestroga dla młodych piłkarzy, czego w trakcie swojej kariery nie robić.

„Hazard, nowa choroba tutejszych ludzi, co krok to maszyna chęć wygranej w nich budzi”

Ileż to karier piłkarskich skończyło się tak naprawdę w kasynach, przy ruletce, pokerze albo jednorękim bandycie. Najbardziej znanym polskim piłkarzem, który miał problemy z hazardem jest Kamil Grosicki. „Grosik” jako młody zawodnik musiał przejść leczenie uzależnienia od hazardu, ponieważ przegrywał potężne sumy w kasynach i nie był w stanie się skupić na futbolu. Kto wie gdzie byłby dzisiaj Kamil, gdyby wówczas nie trafił na życzliwych ludzi, którzy pomogli mu wyjść z tego uzależnienia. Może wtedy zamiast mówić dziś o reprezentancie Polski, mówilibyśmy o piłkarzu Świtu Nowy Dwór Mazowiecki, który miał talent, ale wolał ruletkę?

Dwa lata temu ukazała się cytowana przeze mnie na początku tekstu książka „Przegrany”, będąca biografią Grzegorza Króla. Młodszym czytelnikom, którzy nie pamiętają tego zawodnika wyjaśniam, że to wychowanek Lechii Gdańsk, który w trakcie swojej kariery reprezentował chociażby Lecha Poznań, Amikę Wronki, Szczakowiankę Jaworzno, GKS Bełchatów i Polonię Warszawa. W swojej karierze strzelił on 41 bramek w Ekstraklasie… ostatnią w 2003 roku. „Królik”, jak sam mówi, przegrał swoje życie. Miał naprawdę duży talent i spore umiejętności, grał na wysokim poziomie w Amice Wronki, ale niestety w pewnym momencie ważniejsza od gry na boisku stała się dla niego gra w kasynie, a zamiast piłki przy nodze, maluteńka kulka na ruletce. Hazard odebrał Grzegorzowi tak naprawdę wszystko, a do tego wszystkiego doszedł jeszcze alkoholizm, który sprawił, że 40-letni obecnie Król ma, jak pisze w swojej książce, organizm 60 latka. Jego historia to przestroga dla każdego, że kasyno to miejsce, które nie przynosi radości, a jedynie długi i niszczy człowieka.

W swojej książce wspomina o jeszcze trzech kolegach o podobnych problemach. Tomek Dawidowski to były gracz Lechii, Amiki i Wisły Kraków. To właśnie „Dawid” poniekąd przyczynił się do uzależnienia „Królika”, ale on na szczęście dosyć szybko z tym skończył. Gorzej wygląda zaś sytuacja Dariusza Jackiewicza, który również grywał z Królem i Dawidowskim (a także między innymi z Tomaszem Sokołowskim) w kasynie. Jak pisze bowiem Król w swojej książce, ten nie poradził sobie z tym uzależnieniem. Wspomina on, że niegdyś popularny „Johny” zadzwonił do Dawidowskiego i chciał pożyczyć pieniądze, „Dawid” był gotów pożyczyć, ale nie na hazard. Po chwili znów zadzwonił do niego były gracz Zagłębia Lubin, ale tym razem nikt się nie odzywał, tylko słychać było buczenie maszyn w kasynie… dziś ponoć Jackiewicz pracuje za grosze gdzieś pod Słupskiem.

Radosław Matusiak również w swoim życiu miał spore problemy z hazardem i o nim jako swoim towarzyszu w nałogu także pisze „Królik”. Kto wie czy Radek gdyby nie to, nie wycisnął by więcej ze swojej kariery.

„Alkohol jak pocałunek smakuje nam wszystkim”

Piłkarz jako profesjonalny sportowiec nie powinien dotykać alkoholu, niestety tak nigdy nie było. O tym jak „profesjonalnie” wyglądał niegdyś polski futbol można by pisać eseje. Kilku z ówczesnych piłkarzy przegrało z alkoholem i skończyło bardzo źle.

Oczywiście najjaskrawszym przykładem jest tu Igor Sypniewski. „Sypek” to cudowne dziecko Bałut, zawodnik o rzadko spotykanej technice. Piłkarz, który mógł być światową gwiazdą, gdyby nie jedna rzecz – wódka. Sypniewski był ważnym zawodnikiem Panathinaikosu, potrafił nawet zastopować Davida Beckhama. Grał świetnie w szwedzkim Halmstad oraz był gwiazdą RKS-u Radomsko, ale pomiędzy tym wszystkim wlewał w siebie hektolitry alkoholu. Dodatkowo zaś po pobycie w Wiśle Kraków nabawił się depresji. Brał Anticol, środek który przypomina podobno działaniem Esperal, ale zapijał go alkoholem. W końcu w roku 2007 ze względu na awantury, znęcanie nad matką i grożenie swojej żonie został skazany na karę 1,5 roku więzienia z leczeniem alkoholizmu. Niestety to nie pomogło i tak naprawdę dopiero kilka lat później wyleczyło go coś gorszego. Udar. Dziś Igor to wrak człowieka. Lata picia, udar, zapijanie Anticolu sprawiły, że „Sypa” ma dziś kłopoty z pamięcią i poruszaniem się oraz kompletnie wyniszczony organizm.

Wojciech Kowalczyk to bez dwóch zdań legenda Legii Warszawa i trenerski „syn” Janusza Wójcika. „Kowal” był obdarzony dużym talentem, miał wspaniały instynkt strzelecki i był gwiazdą naszej ligi, po czym nie przez przypadek trafił przecież do Betisu Sevilla, ale Wojtek miał też jedną słabość. Alkohol. Spore ilości spożywanego alkoholu sprawiły, że nie przypominał z wyglądu piłkarza, gdy w 2001 roku wracał do Legii. Kto wie, czy gdyby nie to, byłby on Robertem Lewandowskim lat 90? Dzisiaj możemy tylko gdybać i słuchać Wojtka w radiu Weszło.FM.


Paweł Grzywacz

@GrzywkaFutbol

Fan przede wszystkim Ekstraklasy. Z zagranicy Liverpool i Real. Poza tym interesuje się żużlem, skokami narciarskimi, siatkówką i sportami motorowymi.

Komentarze