La Liga

Czy Real Madryt potrzebuje nowego bramkarza?

Adrian Smoliński @AdrianSmolinski

Fot: gettyimages.com, gettyimages.com

Tagi

Kolejny sezon już prawie za nami. A co po nim? Okienko transferowe. Czas, w którym wszystkie drużyny będą szukać potencjalnych wzmocnień. W tym Real Madryt.

To już trzeci sezon Zidane'a za sterami Królewskich. Trzeci i zdecydowanie najgorszy. Nawet pomimo możliwości obrony po raz kolejny trofeum Ligi Mistrzów. Coś co w poprzednich sezonach funkcjonowało niemalże perfekcyjnie w tym zawodzi. Drużyna Królewskich skończy rozgrywki ligowe najprawdopodobniej na 3. miejscu, co nie byłoby jakąś wielką tragedią, gdyby fakt w jakim stylu osiągnęli taki rezultat. Podopieczni Zinedine'a Zidane'a kompletnie "nie poradzili" sobie w kończącym się sezonie. Bowiem kiedy gubisz punkty z markami takimi jak Levante, nie masz prawa myśleć o mistrzostwie. Ponadto, Real Madryt, w sensacyjnych okolicznościach odpadł z Copa del Rey, gdzie musieli uznać wyższość zespołu spod Madrytu - Leganes. Jasne więc jest, że Real będzie szukał potencjalnych wzmocnień. Zdaniem wielu kibiców pierwszą pozycję, którą Królewscy powinni wzmocnić jest bramka, ale czy faktycznie jest to konieczne?

Keylor Navas w 2014 roku przechodził do Realu Madryt jako gwiazda i jedno z odkryć mundialu w Brazylii. Razem z reprezentacją Kostaryki dotarli bowiem aż do ćwierćfinału, gdzie odpadli po rzutach karnych z Holandią, a ówczesny bramkarz Levante był jedną z najbardziej wyróżniających się postaci i to w głównej mierze dzięki jego interwencjom zaszli tak daleko.

W swoim pierwszym sezonie w Realu Madryt pełnił rolę zmiennika i sporadycznie pojawiając się w miejsce Ikera Casillasa, dla którego był to ostatni sezon w barwach Królewskich. Jednakże przez kolejne dwa sezony dzielił i rządził między słupkami Los Blancos. Kostarykanin przez te dwa lata zdobył 2 razy LM, mistrzostwo La Liga, Super Puchar Hiszpanii oraz dwukrotnie trofeum za klubowe mistrzostwa świata. Ponadto był wymieniany wśród najlepszych bramkarzy globu razem z Buffonem, Neuerem czy Davidem de Gea. Pochwały i zachwyt nad reprezentantem Kostaryki nie były górnolotne. Navas spisywał się fenomenalnie pomiędzy słupkami, nieraz ratując Real z opresji. Oczarował wszystkich zwinnością i niesamowitym refleksem, dzięki którym dostał przydomek "kot". Keylor sprawił, że nikt długo nie płakał po Casillasie.

Po dwóch kapitalnych sezonach nastąpił kryzys. Sezon 2017/18 nie zakończył się dobrze dla Navasa i Realu Madryt i na pewno Kostarykanin nie będzie mógł nazwać go swoim najlepszym. Parafrazując już od tego jak fatalnie spisywał się w defensywie zespól Zidane'a w La Liga, Keylor Navas momentami zapominał jak się broni. Strzały, które jeszcze rok temu "łapał w zęby", teraz przechodziły obok niego i wpadały do bramki. Wiadomo, statystyki potrafią zmylić i nie od dziś wiadomo, że futbolu jako tako nie da się zmierzyć, ale owa statystyka jest niezwykle wymowna - Keylor w obecnym sezonie ma w rubryczce "czyste konta" taką samą cyfrę co bramkarz - uwaga - Malagi! Roberto oraz Navas mają po sześć meczów bez wpuszczonej ani jednej bramki. Nie można zapomnieć również o LM, gdzie mimo dojścia do finału Keylor omal nie doprowadził do tragedii w meczu ćwierćfinałowym z Juventusem. Zdarzały się jednak momenty, gdzie mogliśmy zobaczyć starego dobrego Kostarykanina. Chociażby w półfinale Ligi Mistrzów, gdzie klika dobrych razy ratował Real przed przedwczesnym zakończeniem sezonu.

Patrząc na to wszystko można dojść do wniosku, że zarzuty w stronę Navasa nie są bezpodstawne. Wahania formy, które wystąpiły u Keylora w obecnym sezonie nie mogą się zdarzać bramkarzowi Realu Madryt. 31-latek ma kontrakt ważny do 2020 roku. Jestem niemal pewne, że wypełni umowę do końca. Ale czy będzie do tego czasu podstawowym bramkarzem? Wszystko zależy od tego czy Pérez zdecyduje się sięgnąć głęboko do kieszeni, aby wykupić chociażby Gianluigiego Donnarumme czy Thibauta Courtoisa...


Adrian Smoliński

@AdrianSmolinski

Wierny fan klubu FC Barcelona, zakochany w La Liga.

Komentarze