No category

Mistrzem Polski jest Legia!

Mateusz Kaczorek @

Fot: własne, własne

Tagi

W przedostatnią niedzielę maja odbyła się ostatnia kolejka grupy mistrzowskiej Lotto Ekstraklasy. W walce o tytuł pozostały tylko dwie drużyny: Legia Warszawa i Jagiellonia Białystok. Klub z Warszawy wszystko miał we własnych rękach, do mistrzostwa wystarczył tylko remis. Cel, choć z pozoru łatwy, był w istocie niezwykle trudny. Warszawianie musieli bowiem zmierzyć się na wyjeździe z Lechem, który chciał uratować swój honor pokonując warszawian. To właśnie na podrażnionego Lecha liczyła Jagiellonia, która sama musiała w Białymstoku pokonać walczącą o europejskie puchary Wisłę Płock.

Skład Kolejorza w porównaniu z ostatnim meczem w Krakowie nie uległ żadnej zmianie. Roszady zaszły natomiast w ustawieniu: Jóźwiak, Gytkjaer, Jevtić, Gajos i Majewski, zostali oni zamienieni pozycjami. Do większych zmian doszło w składzie obrońcy tytułu. Na lewej stronie obrony drugi mecz z rzędu rozpoczął Artur Jędrzejczyk. William Remy zagrał na pozycji Michała Pazdana, który ma ostatnio problemy ze zdrowiem. Marko Vesović ponownie został cofnięty na bok defensywy. Dean Klafurić zrezygnował z pozycji nr ”10”. Wystawił on trzech piłkarzy ofensywnych, a miejsce ofensywnego pomocnika wypełnił Domagoj Antolić. Co istotne dla kibiców Legii, do kadry meczowej wrócił Jarosław Niezgoda.

Już od pierwszych minut meczu można było dostrzec założenia przedmeczowe obu drużyn. Walczący o honor Lech systematycznie atakował gości. Legioniści natomiast bronili, a kiedy tylko nadarzyła się okazja, przechodzili do kontry. Tak też padła bramka na 1:0. W 9. minucie katastrofalne podanie Nikoli Vujadinovicia przechwycił Miroslav Radović, podał do Domagoja Antolicia, a ten ze stoickim spokojem umieścił piłkę w bramce. Dalsze minuty meczu wyglądały dokładnie tak samo. Kolejorz potrafił zamknąć legionistów w ich polu karnym, ale ataki owocowały najwyżej rzutami rożnymi, poznaniacy nie potrafili jednak ich wykorzystać.

Pierwsza połowa meczu pokazała nam przede wszystkim efektowną, jednak bardzo nieefektywną grę Lecha Poznań. Poza nieskuteczną grą, gospodarze mieli duże problemy z wyprowadzaniem piłki z własnej obrony i to tak naprawdę stąd brały się wszystkie okazje zdobywcy Pucharu Polski. Druga połowa nie zapowiadała żadnych taktycznych zmian.

Druga część spotkania potwierdziła tylko przypuszczenia dotyczące gry obu jedenastek. Lech z upływem czasu atakował coraz groźniej, legioniści jednak potrafili odpierać ataki oraz wykorzystać tworzące się miejsce na boisku. W 69. minucie meczu Antolić dobrym podaniem uruchomił Sebastiana Szymańskiego, ten doskonale wypatrzył lepiej ustawionego Michała Kucharczyka i popularnemu „Kuchemu” nie pozostało nic innego, jak strzelić gola. Niedługo po drugim trafieniu warszawian spotkanie zostało przerwane z powodu rzuconych na boisko rac oraz kibiców, którzy próbowali dostać się na murawę. Do akcji wkroczyła policja, piłkarze wrócili do szatni i tam cieszyli się z trzeciego mistrzostwa z rzędu.

Cały mecz można ocenić jak najbardziej pozytywnie. Mogliśmy bowiem oglądać ciekawe, żywe zawody, co prawda lechici nie potrafili znaleźć sposobu na dobrze zorganizowaną w grze obronnej Legię, ale piłkarze pokazali nam próbkę swoich umiejętności. Zespół przyjezdnych poza wspomnianą dobrą grą w defensywie potrafił wypunktować rywala wykorzystując swoje sytuacje. W Lechu Poznań dobrą pracę wykonywał Łukasz Trałka. Jevtić, Jóźwiak czy Majewski także byli aktywnymi graczami próbującymi stworzyć zagrożenie. Ze strony obecnych już mistrzów Polski na pochwałę zasługuje przede wszystkim Domagoj Antolić. Strzelony gol na początku meczu, dobra gra zarówno w defensywie, jak i w ofensywie oraz dobre podanie otwierające akcję bramkową sprawiają, że zasługuje on moim zdaniem na miano zawodnika meczu. Tradycyjnie również Arkadiusz Malarz musi znaleźć się w podsumowaniu po stronie plusów. Uratował on swój zespół kilkukrotnie, był pewnym punktem zespołu.

Niestety należy wspomnieć o zachowaniu kibiców Kolejorza. Sytuacja ta pokazuje nam jasno, w jak smutnych realiach żyjemy. Zero szacunku do własnych piłkarzy, zero szacunku do rywala, przerywanie meczu, pokazywanie, że to oni decydują o tym czy mecz się odbędzie czy nie. W związku z wydarzeniami z meczu, decyzję w sprawie meczu podejmie dzisiaj Komisja Ligi. Niemal prawdopodobne jest jednak, że zostanie ogłoszony walkower, a Legia może cieszyć się z drugiej z rzędu obrony tytułu. Oczywiście Mistrzom gratulujemy, szkoda tylko że wszystko musiało się skończyć właśnie w ten sposób.


Mateusz Kaczorek

@

Warszawiak opisujący wszystko to, co dzieje się z Legią.

Komentarze