Ekstraklasa

Mistrzostwo im. Arkadiusza Malarza

Marek Osypiuk @OsypiukM

Fot: Sofik

Tagi

Legia Warszawa Mistrz Polski Podsumowanie Sezon 2017_18

Legia Warszawa obroniła Mistrzostwo Polski, ale ich sezon to był prawdziwy rollercoaster dla kibiców! W pewnych momentach legionistom szło jak po grudzie, pojawiały się chwile zwątpienia w obronę tytułu. Na szczęście dla Legii, czuwała nad nią opatrzność boża, ale nazwijmy ją po imieniu – Arkadiusz Malarz. 

Malarz = bohater.

Określenie bramkarza mianem bohatera nie świadczy dobrze o poczynaniach zespołu, szczególnie jeśli chodzi o postawę w grze defensywnej. W przypadku Legii Warszawa liczba zasług Arkadiusza Malarza jest trudna do zliczenia. To ile sytuacji wybronił swojemu zespołowi, ile punktów uratował było ogromną cegiełką, jaką dołożył do mistrzostwa. Brakuje epitetów, aby oddać należny hołd Arkowi. Nie bójmy się nawet powiedzieć tego, że gdyby nie Malarz, to Legia nie skończyłaby sezonu na pierwszym miejscu. Oczywiście wynik zespołu nie zależy od jednego piłkarza, ale posiadanie w drużynie bramkarza, który potrafi bronić w sytuacjach, gdzie wszyscy widzą już piłkę w siatce, stanowi spory fundament dla całego zespołu.

Nie wszystko jednak było takie kolorowe…

Legia dziś się cieszy i świętuje, ale jeśli spojrzymy spokojnym okiem na przebieg całego sezonu i statystyki, to w kilku aspektach powodu do dumy mieć nie można. Przede wszystkim, to ile porażek widnieje na koncie Mistrza Polski, czyli AŻ jedenaście. Tyle razy legioniści schodzili z boiska pokonani, taki wynik nie przystoi najlepszej drużynie w lidze. Ba! W wielu przypadkach taki rezultat nie zbliżyłby zespołu do tytułu. O ile u siebie było całkiem nieźle (na 19 spotkań Legia wygrała 14, jedno zremisowała i poniosła 4 porażki), o tyle na obcym terenie było bardzo źle. Legia na wyjazdach triumfowała jedynie 8 razy, poniosła aż 7 porażek i 3 razy padł remis. Nie wygląda to dobrze i wielu przypadkach wynik mógł być zupełnie inny, ale mimo wszystko nawet tyle porażek nie pozwoliło rywalom dogonić Legii.

Liczy się efekt czy styl?

Wiele osób narzeka, że mamy słabego Mistrza Polski, który nie kroczy po kolejne tytuły, a właściwie to po nie pełznie. Być może nie robi tego w wielkim stylu, ale po pierwsze warto i należy tu podkreślić, że jest to trzeci tytuł z rzędu dla tego zespołu. Po drugie Legia pięć razy zdobyła mistrzostwo kraju i tylko raz w tym czasie nie była na podium, a po Puchar Polski legioniści sięgali sześć razy. Jaki z tego wniosek? Ano taki, że Legia może nie gra zarówno efektownie jak efektywnie, ale w ostatnich latach trudno znaleźć zespół, który byłby w stanie ich prześcignąć. Wychodząc nawet dalej, kto był w stanie, w ostatnich sezonach zawalczyć w Europie tak jak Legia? To trzeba docenić.

Asystent strażak zna się na robocie.

Przechodzimy do kolejnego punktu, który podkreśli tylko szaleństwo tego sezonu w wykonaniu Warszawiaków. Legia zdobyła dublet pod wodzą aż trzech trenerów - kolejny precedens. Był Magiera, Jozak i w końcu Klafurić. Legii nie wiodło się w tym sezonie. Zatrudnienie Romeo Jozaka miało być posunięciem na tytuł, z czasem zdano sobie jednak sprawę, że Legia zamiast iść w górę tabeli męczy się, a wymarzony cel ucieka. W tej sytuacji niespodziewanie drużynę przejął asystent Dean Klafurić. Został strażakiem, ostatnią deską ratunku, ale nikt się nie spodziewał, że aż tak skuteczną. Wypełnił swoje zadanie idealnie, odnalazł wspólny język z piłkarzami, sprostał trudnemu kalendarzowi i mógł się cieszyć z wielkiego sukcesu. Tu nasuwa się kolejna teza, może nie tyle odważna, co realna - gdyby nie zwolnienie Jozaka takiego finału by nie było.

Pozytywy w ekipie.

Wybitną postacią w całym sezonie okazał się Arek Malarz, ale jeśli chodzi o grze w obronie Legia miał też drugiego bardzo dobrego piłkarza, którym był William Remy. Nie będziemy w tym momencie oceniać zimowych transferów, ale akurat ten piłkarz wkomponował się w zespół idealnie. Nieważne czy grał w pierwszym składzie, czy też jak miało to miejsce kilka razy, wchodził z ławki i zawsze dawał z siebie wszystko, zawsze można było powiedzieć o nim coś pozytywnego. A polscy piłkarze? Przede wszystkim Sebastian Szymański, młody zdolny, który zamiast się nadal uczyć od bardziej doświadczonych kolegów, wziął w pewnym momencie na swoje barki odpowiedzialność i pociągnął ten zespół. Nie możemy zapomnieć o Jarosławie Niezgodzie. W końcówce zdrowie nie pozwoliło mu wesprzeć zespołu tak jakby chciał, ale dołożył sporo bramek wcześniej, które również miały bardzo duże znaczenie.

W tym szaleństwie jest metoda?

W tym sezonie tego szaleństwa było aż za dużo. Prezes Miodulski zapowiada, że teraz ma pojawiać się więcej spokoju, ale jak zawsze jest pewne „ale”. Mianowicie wciąż nie wiadomo, kto będzie prowadził Legię w nowym sezonie, do jakich ruchów kadrowych dojdzie. Swoich szans będą chciały poszukać młode wilki jak Radosław Majecki czy Konrad Michalak. Znaków zapytania przed nowym sezonem wciąż jest wiele, a przewidzenie czegokolwiek graniczy z cudem. Wiadomo jednak, że kolejny tak burzliwy sezon nie musi mieć dla Legii szczęśliwego zakończenia.


Marek Osypiuk

@OsypiukM

Fan rodzimej Ekstraklasy, głównie Legia Warszawa. Dodatkowo sledzacy niemiecka Bundeslige

Komentarze