Ekstraklasa

Era Mariusza Lewandowskiego w Zagłębiu

Mateusz Perzyński @perzot97

Fot: własne, własne

Tagi

Lewandowski Stokowiec Zagłębie

Kiedy w 2014 roku Piotr Stokowiec obejmował spadające z Ekstraklasy Zagłębie Lubin, nikt nie spodziewał się, że ten rudowłosy mężczyzna da Miedziowym takiego kopa. W ciągu dwóch sezonów piłkarze ze stolicy polskiej miedzi zajęli pierwsze miejsce na zapleczu najwyższej ligi(sezon 14/15) i dostali szansę, żeby zakwalifikować się do europejskich pucharów (3 miejsce w sezonie 15/16). 

Niestety, wszystko co dobre kiedyś musiało się skończyć. Walka w grupie spadkowej w kolejnym sezonie (zaledwie 9 miejsce) mimo dobrej gry w kwalifikacjach do Ligi Europy oraz słabe wyniki w sezonie 17/18 doprowadziły do tego, że tzw. "lubiński Ferguson", 27 listopada 2017 roku, został w dość nietypowy sposób zwolniony. Niekorzystne wyniki w jego ostatnich meczach oraz decydująca, kluczowa dla klubu, porażka w meczu ze Śląskiem Wrocław przypieczętowały koniec jego ery. W środowisku kibicowskim od dłuższego czasu trwała wzmożona dyskusja na temat potencjalnego następcy Stokowca. Oliwy do ognia dodawali dziennikarze i osoby "z dojściami". Aż w końcu, 28 listopada 2017 roku, trenerem Zagłębia Lubin został ON, Gruby, Pączuś, Szejk...

Mariusz Lewandowski
Raczej nie trzeba nikomu przybliżać postaci 66-krotnego reprezentanta Polski. Grając jeszcze w Szachtarze Donieck rozpoczął on naukę trenerską i po niespełna trzech latach, w 2017 roku, uzyskał licencję UEFA Pro. Popularny „Gruby” podglądał pracę u samego Pepa Guardioli kiedy ten pracował z Bayernem Monachium oraz, co najważniejsze dla jego obecnej funkcji, przebywał na praktykach u Piotra Stokowca. Oznacza to, że Lewandowski obejmując fotel trenera Zagłębia już miał wizję tego jak ówcześnie działała drużyna. Można powiedzieć, że historia niejako zatoczyła koło, ponieważ karierę piłkarską zaczynał on właśnie w miedziowym klubie.

Standardowo, jak przy każdej innej zmianie czy ważnej decyzji podejmowanej w klubie, kibice Zagłębia podzielili się na trzy grupy. Hurraoptymiści widzieli w nowym trenerze impuls do lepszej gry, większego zaangażowania piłkarzy oraz szansę dla tych, którzy zostali skreśleni przez Stokowca. Pesymiści, jak mają w zwyczaju, zaczęli wytykać brak jakiegokolwiek doświadczenia w prowadzeniu klubu, młody wiek jak na trenera czy nawet bliskie znajomości z częścią zawodników zespołu. Pozostała część kibiców skupiła się w najbardziej racjonalnym obozie. Postanowili oni dać "Grubemu" czas. Zamiast wyciągać pochopne wnioski lub przypuszczenia pozwolili oni trenerowi działać uznając, że czas na podsumowanie jego pracy nadejdzie po sezonie.

Podsumowanie gry Zagłębia pod wodzą Lewandowskiego
W momencie objęcia przez Mariusza Lewandowskiego drużyny z Lubina, po 17 kolejkach, zajmowała ona 7 miejsce w tabeli, nad Wisłą Płock i pod Jagiellonią Białystok, z dorobkiem 24 punktów (z 51 możliwych) przy 6 zwycięstwach, 6 remisach i 5 porażkach oraz bilansem bramek 22:18. Nie tego oczekiwał zarząd i rada nadzorcza od poprzedniego trenera. Czarę goryczy, zapełnioną słabą grą zespołu, przelało 5 meczów z rzędu bez zwycięstwa. Wraz z przyjściem nowego trenera wiązał się ważny, postawiony przed nim cel, doprowadzenie do gry w grupie mistrzowskiej. Jego debiut w roli trenera nie wypadł zbyt dobrze, ponieważ Zagłębie uległo Koronie Kielce 2:0 w meczu 1/4 Pucharu Polski.

Od momentu odpadnięcia z krajowego pucharu, pod wodzą Mariusza Lewandowskiego, Zagłębie rozegrało 20 meczów, z czego 13 w rundzie zasadniczej i 7 w grupie mistrzowskiej. Zgrabnie reasumując, do zdobycia było jeszcze 60 punktów. Ostatecznie sezon 17/18 zespół z Lubina skończył na 7 lokacie mając 52 punkty. Prosta matematyka pokazuje, że z puli punktów do zdobycia Lewandowski zdołał uzyskać zaledwie 28 punktów. Ostateczny bilans meczów pod jego wodzą to 7 zwycięstw, 7 remisów i 6 porażek. Patrząc na kolejne mecze pod jego przewodnictwem można śmiało powiedzieć, że pierwszy impuls jaki na drużynie wywarło jego przyjście (wygrana z Termalicą 4:2, 3:3 z Pogonią, 0:0 z Lechem, 2:1 z Wisłą Kraków) szybko się wypalił.

W pierwszych czterech meczach Zagłębie pokazało coś czego od dawna kibice nie widzieli. Zawodnicy walczyli o piłkę, atakowali z zawziętością, odrabiali straty, nie poddawali się. W ataku świetnie spisywał się Jakub Świerczok, który dostał od trenera poradę gry "pod zespół". Jak widać po wynikach i dwóch hattrickach tego zawodnika pod rząd, rada doświadczonego reprezentanta się przydała. Po rozjechaniu Bruk-Betu (pierwsza wygrana od 15 października) przyszedł mecz z Pogonią Szczecin gdzie rywal pokazał, że drużyna dopiero ogrywa się pod nowym trenerem. Formacja 4-3-3 z defensywnym pomocnikiem nie zdała egzaminu i tylko umiejętności Martina Polacka oraz Jakuba Świerczoka dały Miedziowym, trochę niezasłużony, remis. W meczu z Lechem Poznań trener Lewandowski zmienił formację na 4-2-3-1. Wynik powinien być inny, ale kompromitujące decyzje sędziego pozostawię na inną wypowiedź. Mecz ten był już zdecydowanie lepszy od poprzedniego. Zagłębie ostro atakowało i strzeliło nawet gola, który nie został uznany (rzekomy spalony). W tym meczu czwartą żółtą kartkę w sezonie otrzymał niestety Sasa Balić co zmusiło trenera do kolejnej zmiany formacji. Mecz z Wisłą Kraków drużyna z Lubina rozpoczęła w formacjią 3-4-3. W tym meczu rozkojarzeni przez własnych kibiców zawodnicy Białej Gwiazdy (na początku kibice odpalili mnóstwo rac co spowodowało zadymienie boiska, sędzia nakazał piłkarzom zejście z boiska) nie radzili sobie z dobrze grającymi piłkarzami Miedziowych. Często używana przez Stokowca wariacja formacji z wahadłowymi przyniosła zamierzony efekt i zwycięstwo. Niestety, później mimo dobrej gry zawodników, coś ponownie się wypaliło. Mimo solidnie przepracowanego okresu między jesienią a wiosną Zagłębie nie zyskało na jakości. Przez pięć kolejek (od meczu z Legią Warszawa do meczu z Lechią Gdańsk) trener Lewandowski wystawiał zespół w ustawieniu 4-2-3-1 (przy różnych „wariacjach”). Powoli do pierwszej jedenastki wracał Filip Starzyński, który miał robić za silnik i łącznik całej gry. Mimo to Zagłębie nie odnosiło spektakularnych zwycięstw. Agresywna i nieprzemyślana gra odebrała cenny remis z Legią w 22 kolejce. Brak skuteczności w kolejnym meczu i podobna taktyka co przy Legii nie sprawdziła się i Zagłębie zanotowało kolejną porażkę z Wisłą Płock. Zmiany personalne w wyjściowym składzie również nie przynosiły zamierzonego efektu a Lewandowski zdecydowanie dwoił się i troił, żeby jego zespół grał lepiej i efektywniej. Remis z Arką Gdynia przy zatrważającej liczbie 4 celnych strzałów na bramkę spowodowały kolejne zmiany personalne. Na miejsce nieefektywnego Bartłomieja Pawłowskiego, trener wystawił dawno nie widzianego Kamila Mazka. Był to strzał w dziesiątkę, ponieważ strzelił on jedynego gola w meczu z Sandecją. Niestety również ta zmiana nie przyniosła stałych korzyści. Już w 26 kolejce Zagłębie zanotowało kolejny bezowocny mecz zakończony remisem( 0:0 z Lechią Gdańsk). Trener Lewandowski zareagował zmianą formacji na kolejny mecz z Górnikiem Zabrze. Formacja 3-5-2 miała przynieść oczekiwane rezultaty. Spodziewano się dobrej i przemyślanej gry wahadłowych oraz środka pola gdzie pojawił się nowy nabytek klubu, Mateusz Matras, który nie zaliczył dobrego meczu kończąc go z czerwoną kartką. W pierwszej połowie padły aż trzy gole, ale dzięki odpowiedniej zmianie i wprowadzeniu Filipa Starzyńskiego wynik meczu został ustalony na 2:2 dzięki jego pięknej bramce z rzutu wolnego. Kolejny mecz, Piast Gliwice, ta sama historia, nudny, słaby mecz i kolejna zmiana formacji. Następny wariant gry wahadłami czyli 5-3-2. Nadzieja na szybkie rajdy Balicia i Czerwińskiego na skrzydłach skończyła się na tragicznym stanie murawy stadionu Piasta. Bezbarwny mecz i kolejny, trzeci z rzędu remis. Dopiero mecz z Jagiellonią Białystok w 29 kolejce przyniósł mały przełom. Powrót do formacji 3-4-3, szybka gra wahadłami, zagęszczony środek pola i podwieszony pod Jakuba Maresa, Filip Starzyński, który doskonale odnalazł się w polu karnym i dobił jeden ze strzałów napastnika. Gra wyglądała o wiele lepiej, składniej i szybciej. Nadzieja na przełom i kolejne wygrane skończyła się już w następnym, ostatnim meczu rundy zasadniczej. Kolejna zmiana formacji, 3-5-2 i poważny cel. Zagłębie nie było wciąż pewne gry w grupie mistrzowskiej a porażka z Pasami stawiała ich w trudnej sytuacji ( w przypadku dobrej gry Arki z Lechią Gdańsk). Ostatecznie w pierwszej połowie niewiele na boisku się działo a widzowie znowu dostali smętną i bezbarwną grę. Wieści o sporych problemach Arki dawały Miedziowym poczucie spokoju, gdyż remis też dawał grę w najlepszej ósemce. Mimo to w szatni trener odpowiednio zmotywował zawodników. Najpierw strzelił Mares, ale później Zagłębie się rozprężyło, popełniło rażące błędy w obronie i straciło dwa gole. Remis zapewnił Miedziowym rezerwowy Bartłomiej Pawłowski. Oznaczało to, że podstawowy cel Mariusza Lewandowskiego został spełniony. Zagłębie awansowało do grupy mistrzowskiej.

Podsumowując grę drużyny ze stolicy polskiej miedzi w rundzie zasadniczej pod wodzą Mariusza Lewandowskiego rzucają się w oczy dwie rzeczy. Przez większą część meczów zawodnicy Zagłębia mieli mniejsze posiadanie piłki od przeciwników. Średnio wynosiło ono, w zaokrągleniu, 49%. Najmniej piłkę mieli w meczu z Piastem Gliwice, który mimo fatalnych warunków zdominował przeciwników (39%). Najwięcej przy piłce piłkarze z Lubina utrzymywali się w meczu z Arką Gdynia (61%). Mimo to, posiadanie piłki rzadko przekładało się na dobre lub złe wyniki zespołu. Przy stosunkowo słabym PP w meczu z Jagiellonią (41%) zdołali strzelić gola i wygrać. Największą bolączką Zagłębia było jednak wykończenie akcji. Zatrważająco mała ilość celnych strzałów w zasadniczej części sezonu powodowała, że mimo przewagi lub dobrych kontr brakowało goli. Średnio 4 celne strzały na mecz przy zaledwie 17 strzelonych bramkach. Brak konsekwencji przy wykończeniu akcji powodował, że zespół zamiast walczyć o podium, balansował na granicy dwóch grup. To zdecydowanie była bolączka Mariusza Lewandowskiego. Kiedy z zespołu odszedł bramkostrzelny Jakub Świerczok, Patryk Tuszyński zapomniał o tym jak się strzela a Jakub Mares dopiero wchodził w zespół, "Gruby" miał spory problem jak rozwiązać brak dobrych wyników. Rónież zaskakująca była liczba rzutów wolnych, które nie przynosiły skutku tak jak kiedyś. Za czasów Stokowca, stałe fragmenty były jedną z najsilniejszych broni Zagłębia. Teraz jednak, mimo ogromnej liczby dogodnych sytuacji (średnio prawie 16 rzutów wolnych na mecz), rzadko kiedy zawodnicy zdobywali gole. Ciekawą rzeczą jest spora ilość fauli (13 fauli na mecz). Wskazuje to na zdecydowany wzrost agresywności i pressingu w drużynie. Nie jest to jednak jeszcze dopracowane czego przykładem jest faul Dąbrowskiego, po którym podyktowano rzut karny dla Cracovii czy faul Matrasa w meczu z Górnikiem, za który wyleciał z boiska.

Druga część rozgrywek, grupa mistrzowska, miała pokazać na jakim etapie jest budowana przez Lewandowskiego drużyna. Wszyscy zastanawiali się czy grając bez presji, bo przecież podstawowy cel jakim był awans do lepszej grupy został osiągnięty, Zagłębie jest w stanie namieszać i zdobyć szansę na kwalifikacje do europejskich pucharów. Już w pierwszym meczu z Legią Warszawa zawodnicy z Lubina pokazali, że wciąż liczą się w rozgrywkach. Na stołeczną drużynę Lewandowski wybrał formację 4-3-3 z ofensywnie ustawionym Starzyńskim (prawe skrzydło). Dla wielu kibiców takie zabiegi były dość komiczne, ponieważ pomocnik ten nie charakteryzuje się szybkością. Mimo to, zmysł taktyczny trenera przyniósł sukces, bo to właśnie ten zawodnik popisał się genialnym uderzeniem, które dało Miedziowym zwycięstwo. Kolejny mecz, Lech Poznań, kolejny raz wyjście formacją 4-3-3. Tym jednak razem nie przyniosło to efektów. Zagęszczenie w środku pola spowodowało, że zespoły zwarły się niczym bokserzy i pierwsza część meczu nie przyniosła goli. Dopiero w drugiej części Lechici strzelili gola po cudownym dośrodkowaniu Gumnego i fatalnej postawie obrońców Zagłębia. Zmiany nie przyniosły poprawy gry i mimo dobrej gry zawodników obu drużyn nie padło więcej bramek. Chcąc wprowadzić pewne zmiany do gry swojego zespołu trener Lewandowski ponownie zmienił formacje. Tym razem postawił na 4-1-2-1-2. i Miedziowi stanęli naprzeciwko świetnie grającej Wisły Płock. W środku pola prym wiedli daj Filipowie, Starzyński i Jagiełło. W ataku dobrze spisywali się Mares z Tuszyńskim. To właśnie ta druga dwójka dała Zagłębiu prowadzenie. Zagranie w pole karne tego pierwszego, wykorzystał drugi. Niestety po kontrowersyjnym karnym dla Wisły na tablicy widniał remis. Przypadkowe zagranie ręką oraz wykorzystany karny przez Starzyńskiego spowodowały, że Zagłębie ostatecznie wygrało kolejny mecz w grupie mistrzowskiej. Niestety marzenia o europejskich pucharach skończyły się wraz z kolejnymi trzema meczami. Miedziowi przegrali w fatalnym stylu, kolejno z Górnikiem Zabrze, Wisłą Kraków i Jagiellonią Białystok. W każdym z tych meczów grali oni formacją 4-3-3 z różnymi wariacjami wprowadzanymi przez trenera Lewandowskiego. Pierwszy z meczów był najbardziej bolesny. Mimo dużej, swobodnej gry piłką i wysokiego posiadania (70%!) piłkarze z Lubina nie potrafili skonstruować składnej i dobrej akcji. Zamiast tego sami pomagali Górnikowi zdobywać gole. Fatalny błąd przy wyprowadzeniu piłki przez Matuszczyk, po którym padł pierwszy gol stanowi doskonały komentarz do całego spotkania. Meczem z Wisłą Kraków lubinianie chcieli jeszcze dać sobie minimalne szanse na miejsce premiowane grą w pucharach. Niestety, ponownie brak konsekwencji i tragiczna gra w obronie spowodowała, że mimo posiadania piłki na poziomie 66%, to piłkarze Białej Gwiazdy strzelili trzy bramki. Obrona Zagłębia kręciła się wokół siebie kiedy koło nich przebiegali piłkarze z Krakowa. Po tym meczu Miedziowym nie zostało nic innego jak tylko myśli o wakacjach. Ich kolejne mecze były o tzw. „pietruszkę”. Mimo to zawodnicy chcieli zrehabilitować się za ostatnie porażki. Z takim nastawieniem wyszli na mecz z Jagiellonią. W pierwszej połowie jednak praktycznie w ogóle się nie ruszali, nie byli agresywni, mało atakowali. Wykorzystał to Taras Romańczuk, który po sprytnym rozegraniu rzutu wolnego umieścił piłkę w siatce. Zawodnicy Zagłębia sprawiali wrażenie jakby nałykali się tabletek nasennych. W drugiej połowie zawodnicy niejako odżyli, więcej biegali, trener Lewandowski widocznie pogadał sobie z nimi w szatni. Mimo to, już w 52 minucie gola na 0:2 strzeliła Jagiellonia. Na pocieszenie strzelił w końcówce meczu Jakub Tosik, ale fakt faktem, że przedostatnia kolejka sezonu 2017/2018 pokazała, że przed drużyną Lewandowskiego jeszcze długa droga. Ostatni mecz z Koroną Kielce był także ostatnią szansą na pozostawienie dobrego wrażenia po końcówce sezonu dla zawodników z Lubina. „Gruby” wrócił do stosowanej w fazie zasadniczej formacji 4-2-3-1. Do składu wskoczył odstawiony Łukasz Janoszka a w ataku pierwsze skrzypce grał Patryk Tuszyński (Mares pauzował za kartki). Zawodnicy Zagłębia przeszli w tym meczu metamorfozę. Zrzucili łatkę popychadła grupy mistrzowskiej i założyli szaty starej, skutecznej gry. Piłkarze wymieniali kombinacyjne podania oraz próbowali strzałów z dystansu. Ostatecznie na listę strzelców, dwa razy wpisał się wspomniany już Tuszyński. Zagłębie z przytupem zakończyło sezon przez wielu skazywany na porażkę.

Patrząc na grupę mistrzowską należy pamiętać, że Zagłębie niczego już nie musiało. Trener Lewandowski osiągnął postawiony przed nim na początku cel awansu do tejże grupy. Żądania rady nadzorczej oraz sponsora zostały zaspokojone. Grupa mistrzowska była niejako poligonem doświadczalnym dla trenera Miedziowych. O wiele częściej i dłużej grali młodzi zawodnicy a także Ci, którzy wcześniej z jakiegoś powodu zostali skreśleni lub tak jak Daniel Dziwniel leczyli kontuzje czy urazy. Średnie posiadanie piłki w tej rundzie stało na poziomie 55%, czyli wciąż podobnie jak w rundzie zasadniczej. Również podobnie miało się jednak wykorzystywanie posiadania piłki i przekładania tego na wyniki. Przykładem może być wspomniany mecz z Górnikiem Zabrze gdzie 70% czasu z piłką spędzało Zagłębie a mimo to przegrali 0:2. Zawodnicy Miedzowych strzelali średnio 3,5 bramki na mecz. Stałe fragmenty wciąż pozostawiały wiele do życzenia. Na takim samym poziomie stała agresja i częstotliwość popełniania fauli.

Reasumując można uznać, że pierwszy, niecały sezon Mariusza Lewandowskiego w Lubinie był owocny przede wszystkim dla młodszych zawodników. Trener chętnie korzystał z usług wychowanka Dominika Hładuna, który pokonał w walce o numer jeden na bramce doświadczonego Piotra Leciejewskiego. Równie dużo okazji dostał Paweł Żyra czy Bartosz Slisz, którzy grają w środku pola. Dla przyszłości drużyny ważna jest współpraca pionu młodzieżowego, czyli Akademii, z pierwszą drużyną. Za czasów Piotra Stokowca robiło się wielki szum o wprowadzaniu młodych do kadry oraz odmładzaniu zespołu. Również i teraz pojawiają się takie głosy, ale trener Lewandowski już zdążył wielokrotnie potwierdzić swoje słowa, że ciągle obserwuje wielu młodych zawodników. Mimo, że wyniki sportowe w tym sezonie nie zachwyciły to osiągnął on cel minimum i pokazał, że ma pomysł na budowę drużyny oraz że nie boi się eksperymentów i zmieniania taktyki w przypadku niepowodzeń.

Garść suchych faktów z okresu Lewandowskiego:

- 20 meczów ligowych i 1 Pucharu Polski rozegrało Zagłębie pod wodzą Mariusza Lewandowskiego,

- bilans meczowy – 7 zwycięstw, 7 remisów i 6 porażek,

- bilans bramkowy – 23:24 (0:2 w PP)

- 28, z 60 możliwych, zdobytych punktów,

- preferowane formacje:

+ 4-2-3-1 – 7 spotkań

+ 4-3-3 – 5 spotkań

+ 3-5-2, 3-4-4, 5-3-2 (warianty z wahadłami) – 5 potkań

- średnie posiadanie piłki – 51%

- średnia ilość celnych strzałów na mecz – 4

- średnia ilość rzutów wolnych na mecz – 16

- średnia ilość fauli na mecz – 15

- najlepszy strzelec – Jakub Świerczok (7 bramek, dwa hattricki pod rząd)


Mateusz Perzyński

@perzot97

Komentarze