Reprezentacje

Podsumowanie kadencji Adama Nawałki

Paweł Grzywacz @GrzywkaFutbol

Fot: Aleksandra Sieczka, .

Tagi

Adam Nawałka Reprezentacja Polski Mistrzostwa Świata 2018

Niespełna pięć lat pracy. Ćwierćfinał mistrzostw Europy i awans na mundial. Historyczne zwycięstwo z Niemcami. To był piękny czas.

Po tym jak przedwcześnie zakończył się dla Polski trwający mundial, byłem niemal pewien, że spotkanie z Japonią, było ostatnim w jakim Polaków prowadził Adam Nawałka. Moje przewidywania się sprawdziły i na początku tego tygodnia, oficjalnie poinformowano o odejściu selekcjonera reprezentacji Polski. Selekcjonera, który stworzył najwspanialszą reprezentację za mojego życia. Kto by pomyślał, że tak będziemy go wspominać, gdy zaczynał.

W roli szkoleniowca reprezentacji Polski Adam Nawałka debiutował 15 listopada 2013 roku. Na Stadionie Miejskim we Wrocławiu Polacy podejmowali Słowację. Mecz zakończył się porażką 0-2, a styl gry wyglądał podobnie jak za kadencji Waldemara Fornalika, czyli fatalnie. Do tego na selekcjonerze wieszano psy za powoływanie byłych podopiecznych z Górnika Zabrze. Ja sam łapię się zresztą za głowę, gdy patrzę, że w tamtym spotkaniu w pierwszej jedenastce wybiegł Rafał Kosznik, a jego zmiennikiem był Adam Marciniak (!). To zarazem spotkanie, w którym debiut w reprezentacyjnej koszulce zaliczył Krzysztof Mączyński. Do tego w pierwszych powołaniach Nawałki w oczy rzucali się grający w I Lidze Maciej Wilusz i Rafał Leszczyński. Powołania dla tego drugiego to zresztą do dzisiaj jest coś, czego nikt nie potrafi wytłumaczyć. Mówimy bowiem o zawodniku, który wtedy reprezentował barwy Dolcana Ząbki. W drugim spotkaniu Nawałki polska reprezentacja zremisowała bezbramkowo z Irlandią, a pierwsze zwycięstwo nowego selekcjonera miało miejsce w meczu kadry ligowców z podobną drużyną z Norwegii. Warto zresztą spojrzeć na skład drużyny, która odniosła to zwycięstwo: Leszczyński – Bereszyński (73’ Olkowski), Rzeźniczak, Wilusz, Wawrzyniak (90’ Lewczuk) – Jodłowiec, Linetty (73’ Pazdan) – Kucharczyk (73’ Madej), Masłowski (73’ Zachara), Brzyski (75’ Sz. Pawłowski) – Teodorczyk. Do tego w początkach Adama Nawałki był jeszcze triumf z Mołdawią, porażka ze Szkocją, remis z trzecim składem Niemiec i zwycięstwo z Litwą. Czyli niby nieźle. Pierwsze miesiące to jednak głównie strach, że ta kadencja będzie kontynuacją tego, co działo się za Waldemara Fornalika.

Przed eliminacjami do Euro 2016 pojawił się jeszcze jeden problem, mianowicie z selekcjonerem pokłócił się i w konsekwencji zrezygnował z gry dla reprezentacji Eugen Polański. To był casus podobnej sytuacji na linii Waldemar Fornalik – Ludovic Obraniak. Można powiedzieć, że był to kolejny dowód na to, że Nawałka idzie drogą Fornalika. Zdaniem zarówno kibiców, jak i niektórych dziennikarzy mieliśmy polec w eliminacjach, a Nawałka miał się okazać przedłużeniem późnego Smudy i Fornalika i dalej prowadzić reprezentację na manowce. Jakże bardzo pomylili się ci „eksperci”.

Eliminacje zaczynaliśmy od spotkania z Gibraltarem. Meczu, na który parafrazując Janusza Wójcika był jeden plan: „ogolić frajerów”. Zwyciężyliśmy 7-0, ale nie zmieniło to sceptycznego podejścia do selekcjonera. Szczególnie, że zbliżały się trudne mecze z Niemcami i Szkotami. W obu przypadkach wielu ekspertów widziało porażki, bo przecież z reprezentacją Niemiec nigdy nie wygraliśmy, a Szkocja pokonała naszą kadrę raptem kilka miesięcy wcześniej. Sam również nie wierzyłem tamtego dnia w zwycięstwo i zdecydowałem się na obejrzenie żużlowego grand prix. Jednak w pewnym momencie włączyłem mecz, by zobaczyć jak wysoko przegrywamy i… nie mogłem w to uwierzyć. Była 74 minuta, a nasza reprezentacja prowadziła 1-0 po bramce Milika. Trzy minuty później na murawie zameldował się Sebastian Mila zmieniając strzelca gola. W 88 minucie Robert Lewandowski podał do Sebastiana Mili, a ten wpakował piłkę do siatki rywali. Cała Polska nie mogła uwierzyć, ale prowadziliśmy z Niemcami 2-0 i byliśmy o krok od zwycięstwa. Takim też wynikiem skończył się ten mecz. Nagle wszyscy zapomnieli Adamowi Nawałce powoływanie praktycznie każdego, kto umie prosto kopnąć piłkę i skończyły się porównania do Fornalika. Na naszych oczach rodziła się wielka drużyna, a Nawałka był jej generałem.

W kolejnych meczach w wielkim stylu zremisowaliśmy ze Szkocją, rozbiliśmy Gruzję, a także zremisowaliśmy towarzysko ze Szwajcarią. Tak oto Polacy kończyli rok, a selekcjoner był noszony na rękach. Początek kolejnego roku w reprezentacyjnym wydaniu, to remis z Irlandią, po którym nadszedł kolejny pogrom Gruzji oraz towarzyski remis z Grecją. Czwartego września 2015 roku jechaliśmy na mecz z Niemcami do Frankfurtu. Przed spotkaniem na Commerzbank Arenie wiedzieliśmy, że będzie to ciężki pojedynek. Przegraliśmy 3-1, ale w jego trakcie narodziła się kolejna wielka gwiazda kadry Nawałki – Kamil Grosicki. Grał on w reprezentacji regularnie, nawet strzelił dwie bramki Gibraltarowi, ale w tym meczu pokazał to, z czego stał się słynny w kolejnych latach, czyli swoje olbrzymie przyśpieszenie. Otrzymał podanie od Krychowiaka, popędził skrzydłem gubiąc obronę, a na koniec fenomenalnie dośrodkował do Lewandowskiego. Trzy dni później na Stadionie Narodowym Polacy rozbili 8-1 Gibraltar, a w spotkaniu tym gola strzeliło kolejne odkrycie Nawałki – czyli debiutujący w reprezentacji Bartosz Kapustka, który w niedługim czasie miał (niestety na krótko) stać się jednym z ważniejszych graczy reprezentacji Polski.

W ostatnich dwóch spotkaniach eliminacji Euro 2016 naszą kadrę czekały pojedynki ze Szkocją i Irlandią. Dwa trudne i wymagające spotkania. Wynik meczu ze Szkocją otworzył Robert Lewandowski już w 3 minucie. Jednakże tuż przed przerwą wyrównał Matt Richie, a w 62 minucie na prowadzenie naszych przeciwników wyprowadził Steven Fletcher. Zapowiadała się porażka, która nie mogła mieć miejsca. Jednak w ostatniej minucie meczu mieliśmy rzut wolny. Do piłki podszedł Grosicki, dośrodkował bardzo dobrze, jeden z Polaków uderzył na bramkę Davida Marshalla, który odbił futbolówkę, ale do tej dopadł Lewandowski i wbił ją do siatki. Komentujący mecz Bożydar Iwanow oszalał z radości, a Szkoci stracili szanse na awans na mistrzostwa Europy. Na koniec eliminacji było dosyć spokojne 2-1 z Irlandią i tym samym pewny stał się udział Polaków w Euro 2016.

O sparingach przed turniejem nie ma co pisać, jednak warto zająć się dwoma z nich. Tuż przed Euro Polacy mierzyli się bowiem z Holandią, która sensacyjnie nie dostała się na turniej i Litwą. Pojedynek z reprezentacją z Niderlandów dość niespodziewanie przegraliśmy, a z Litwą równie sensacyjnie bezbramkowo zremisowaliśmy.

W pierwszym meczu mistrzostw mierzyliśmy z Irlandią Północną, którą w średnim stylu co prawda, ale pokonaliśmy 1-0 po bramce Milika, a bohaterem meczu został Bartosz Kapustka, którym zaczął zachwycać się piłkarski świat, na czele z Rio Ferdinandem i Garrym Linekerem. Polakom kibicował również słynny aktor Russel Crowe, gwiazda m. in. filmu „Gladiator”. W drugim grupowym meczu podejmowaliśmy Niemców, przed którymi może nie było takiego lęku jak kiedyś, ale nikt nie sądził, że będzie to łatwe spotkanie. Skończyło się bezbramkowym remisem wywalczonym w ładnym stylu przez Polaków, a bohaterem meczu został Michał Pazdan. W ostatnim meczu grupowym wyszliśmy półrezerwowym składem, by przypieczętować awans z Ukrainą. Tam niestety słabo spisał się Piotr Zieliński, który po raz pierwszy (i niestety nieostatni) spalił się na wielkiej imprezie. Biało-czerwoni wygrali 1-0 po bramce Błaszczykowskiego. Tym samym po raz pierwszy w historii Polacy wyszli z grupy na mistrzostwach Europy. W 1/8 finału naszym rywalem była Szwajcaria. Mecz ten był trudnym pojedynkiem dla Polski, jednak przez większość czasu prowadziliśmy po bramce Kuby Błaszczykowskiego w 39 minucie. Jednak 43 minuty później wyrównującą bramkę strzelił Xherdan Shaqiri. Awans do ćwierćfinału rozstrzygnąć miały rzuty karne, które lepiej strzelali biało-czerwoni. Tym samym Polacy mieli w 1/4 finału spotkać się z Portugalią.

W spotkaniu tym zaliczyliśmy fenomenalny początek, bowiem już w 2 minucie bramkę zdobył Robert Lewandowski. I moim zdaniem wtedy Adam Nawałka popełnił spory błąd taktyczny. Zamiast zaatakować i dobić rywala drugim golem, Polacy zaczęli grać na utrzymanie wyniku, co skończyło się tym, że w 33 minucie piłkę w polskiej bramce umieścił Renato Sanches. O wyniku tego pojedynku również decydowały rzuty karne, niestety tym razem to Polacy strzelali gorzej. Pomylił się nawet zwykle niezawodny Jakub Błaszczykowski. Polacy przegrali karne 3-5 i odpadli z mistrzostw Europy. Zaraz też narodziły się teorie spiskowe, wedle których powinno się powtórzyć karnego Błaszczykowskiego. Internet był wypełniony tego typu treściami i niektórzy brali je nawet na poważnie.

Tuż po mistrzostwach Europy miało nawet dojść do odejścia Adama Nawałki z kadry, podobno Zbigniew Boniek był po słowie z Gianlucą di Biassim selekcjonerem Albanii. Selekcjoner pozostał jednak z naszą reprezentacją i rozpoczął przygotowywanie kadry do eliminacji trwającego mundialu.

W pierwszym meczu eliminacyjnym graliśmy z Kazachstanem w Astanie. Zaczęło się bardzo dobrze, prowadziliśmy 2-0 i wtedy… przestaliśmy grać. Tak oto w ciągu 8 minut w drugiej połowie straciliśmy dwie bramki, a jakby tego było mało strzelił je Siergiej Chiżniczenko z Korony Kielce. Zaliczyliśmy remis w kiepskim stylu i pojawiły się znowu przewidywania „ekspertów”, że „my to na mundial nie awansujemy, będzie znowu jak kiedyś, że od każdego zbierzemy oklep”. Zweryfikować to miał mecz z mocną Danią miesiąc później na Narodowym. Polacy po trzech bramkach Lewandowskiego zdobytych między 20 a 47 minutą prowadzili 3-0 i w zwycięstwie nie przeszkodziły biało-czerwonym nawet dwie stracone bramki, z czego jedną samobójczą zdobył Kamil Glik, a drugą dołożył Yussuf Poulsen. Trzy dni później 11 października, w dzień tak ważny w historii polskiej piłki, bowiem będący rocznicą zwycięstw nad Portugalią w 2006 i Niemcami w 2014, mierzyliśmy się z Armenią. Niestety spotkanie nie porwało i ostatecznie wywalczyliśmy sobie triumf 2-1.

Miesiąc później w najważniejszy dla Polaków dzień w roku, czyli Święto Niepodległości 11 listopada Polacy mierzyli się z Rumunią w Bukareszcie. To miał być dla Polski trudny mecz, w którym zwycięstwo będzie wielkim sukcesem. Tymczasem nasi po prostu rozjechali Rumunię niczym walec. W 11 minucie trafił Kamil Grosicki i Polacy zaczęli kontrolować mecz. Pod koniec spotkania dwa razy Cipriana Tatarusanu pokonał Robert Lewandowski i ostatecznie Polacy bezproblemowo wygrali 3-0. Trzy dni po tym zwycięstwie zremisowaliśmy jeszcze w towarzyskim spotkaniu ze Słowenią. Nowy rok zaczęła nasza reprezentacja od trudnego wyjazdu do Podgoricy. W „Bałkańskim Kotle” mieliśmy rozegrać arcytrudny i ważny mecz, z rywalem który przecież w eliminacjach do poprzednich mistrzostw globu po Polakach bezproblemowo przejechał się na swoim terenie. Tym razem również nie było łatwo, rywale mocno bronili, a najwięcej działo się za mikrofonem, gdzie prawdziwe show robił Tomasz Hajto. Ostatecznie po trudnym meczu skończyło się 2-1 po bramkach Lewandowskiego i Piszczka, na które odpowiedział Mugosa. W czerwcu ponownie rozbiliśmy Rumunów i przed powakacyjnym starciem z Danią, byliśmy na autostradzie do pewnego awansu.

Niestety na Parken doszło do masakry. Polacy przegrali z Danią 0-4, najwyżej za kadencji Nawałki i w bardzo słabym stylu (acz nienajgorszym, bo graliśmy lepiej niż z Kolumbią). Myślę, że tamten mecz mógł być lekką zapowiedzią tego, co wydarzy się raptem 9 miesięcy później na rosyjskich boiskach. Szczególnie, że trzy dni później wróciły szampańskie nastroje i biało-czerwonym wybaczono porażkę w Danii, bo rozprawili się 3-0 z Kazachstanem. Przed kolejnym meczem Polaków, którym był wyjazd do Armenii, obawy były uzasadnione, bowiem wszyscy pamiętali sensacyjną porażkę z Armenią w eliminacjach Euro 2008. Tym razem jednak było kompletnie inaczej, bo Polacy zgnietli Ormian i wygrali 6-1. W ostatnim meczu eliminacji na PGE Narodowym pokonaliśmy Czarnogórę 4-2 i przypieczętowaliśmy awans do mistrzostw świata 2018.

Pierwsze spotkania towarzyskie przed mundialem miały nam pokazać, jak nasza reprezentacja prezentuje się na tle drużyn z innych kontynentów. Zmierzyliśmy się z rezerwowym składem Urugwaju i z Meksykiem, zaliczając bezbramkowy remis i porażkę w słabym stylu. Potem przyszło losowanie grupy na mundial. Senegal, Kolumbia i Japonia wielu jawiło się jako grupa śmiechu. Od razu rozmyślano czy lepiej w 1/8 finału zagrać z Belgią czy Anglią. Ja kręciłem głową patrząc na tę grupę, bo wiedziałem, że trafili nam się ciężcy rywale. Do tego pamiętałem, jak skończyła się dla nas „grupa śmiechu” na Euro 2012, gdy również wszyscy widzieli Polaków od razu w ćwierćfinale.

Pierwszy mecz towarzyski tego roku potwierdził, że nie możemy być zbyt pewni na mundialu, bo nie pokazaliśmy kompletnie nic w spotkaniu z Nigerią, dodatkowo pechowo przegrywając. Jednak znowu nikt nie spojrzał na tę porażkę, bowiem zaraz ograliśmy Koreę Południową 3-2. O naszej formie miały decydować ostatnie dwa sparingi. Zobaczyliśmy w nich drużynę, która nie radzi sobie z rezerwami Chile i wypuszcza z rąk dwubramkową zaliczkę oraz zespół, który potrafi gładko przejechać się po słabiuteńkiej Litwie. Po meczu z Litwinami nastroje wśród kibiców były jasne: „jedziemy po medal”. Nikt nie spojrzał na to, że jest to drużyna tak naprawdę słabsza niż dwa lata temu.

Pierwszy mecz grupowy z Senegalem oglądałem z nadziejami na zwycięstwo ale nastawiałem się na remis. Spodziewałem się, że zobaczę zadziorną potrafiącą zawalczyć z Senegalczykami drużynę. Zamiast tego zobaczyłem 11 zagubionych ludzi, którzy wyglądali jakby nie wiedzieli co robią na mundialu. Drużynę bez pomysłu, bez nadziei, bez jakości. Oba gole na tym mundialu zdobyliśmy po stałych fragmentach, a nie z gry. Z Senegalem zaprezentowaliśmy się słabo. Z Kolumbią to była tragedia i ciężko było w to uwierzyć, nasza drużyna wyglądała jak ta Litwa w meczu z nami raptem dwa tygodnie wcześniej. Po meczu zaczęło się grillowanie naszych reprezentantów. Pojawiły się dziwne teorie spiskowe o powodach odpadnięcia. Dodatkowo jeszcze była konferencja prasowa, na której Adam Nawałka wyglądał, jakby nie wiedział, co ma powiedzieć i zaczął mówić co mu ślina na język przyniesie. Na koniec było honorowe zwycięstwo z Japonią, ale takie gdzie zabrakło niestety tego honoru pod koniec. Do tego bezsensowne powołanie dla słabego Sławomira Peszki. To nie był dobry finał tej historii.

Jednakże ja za wszystko co zrobił dziękuję. Za wielką radość i wzruszenia po wspaniałych zwycięstwach. Za przywrócenie wiary w reprezentację Polski. Za udział w dwóch wielkich turniejach. Panie trenerze kłaniam się panu w pas, a kadrze życzę kogoś kto podtrzyma to co osiągnął Adam Nawałka – najlepszy polski selekcjoner od pierwszej kadencji Antoniego Piechniczka.


Paweł Grzywacz

@GrzywkaFutbol

Fan przede wszystkim Ekstraklasy. Z zagranicy Liverpool i Real. Poza tym interesuje się żużlem, skokami narciarskimi, siatkówką i sportami motorowymi.

Komentarze