Ekstraklasa

To idzie młodość. Przymusowo.

Jakub Jabłoński @kubajablon

Fot: Rafal Oleksiewicz, Getty Images

Tagi

młodzieżowcy juniorzy przymus regulacja przepisy Ekstraklasa 1 liga

Na wniosek PZPN Ekstraklasa rozważała wprowadzenie przepisu (który obowiązuje już w 1 lidze) o obowiązku występów zawodnika młodzieżowego w każdym zespole. W założeniu miało to zwiększyć dopływ młodych zawodników do najwyższej klasy rozgrywkowej w Polsce, co pozwoliłoby na lepsze wyłapywanie talentów. W teorii brzmi świetnie. Czy miało szansę sprawdzić się w praktyce? Nie. Dlatego dobrze, że zrezygnowano z tego pomysłu.

Podobny przepis od wielu lat obowiązuje w polskich ligach żużlowych. Skutkuje to tym, że bardzo przeciętni młodzieżowi zawodnicy otrzymują wysokie kontrakty i kończą kariery tuż po osiągnięciu wieku seniora. Z kolei utalentowani juniorzy i tak jeżdżą jako seniorzy, bo są po prostu lepsi od swoich rywali do miejsca w składzie. W każdym sporcie jest tak samo. Jeśli jesteś dobry, to występujesz, jeśli jesteś słaby, to nie ma sensu ciągnąć cię za uszy. Zwiększony popyt niekoniecznie musi zwiększyć podaż. Istnieje ryzyko, że za dobrych juniorów trzeba będzie płacić niebotyczne kwoty, a samym piłkarzom oferować gwiazdorskie kontrakty. Czy na pewno wpłynie to pozytywnie na ich rozwój? Przykład żużla pokazuje, że niekoniecznie. W założeniu wprowadzenie tej regulacji miałoby zmusić kluby do przykładania większej wagi do szkolenia młodzieży. A jeśli któryś klub nie potrafiłby sobie odpowiednich zawodników wychować, to powinien sobie juniorów kupić. Z jednej strony dla tych, którzy prowadzą najlepsze polskie akademie (Legia, Lech, Pogoń, czy Zagłębie) mogłoby to oznaczać dodatkowe wpływy z transferów. Z drugiej – jest to dodatkowa możliwość osłabiania rywali poprzez dyktowanie zaporowych cen za swoich juniorów. Zasady wolnego rynku są nieubłagane. Jeśli zwiększyłby się popyt na młodych piłkarzy, to z pewnością wzrosłyby również za nich ceny. Sami zawodnicy też z pewnością zażądaliby większych wynagrodzeń mając świadomość jak bardzo ich usługi są pożądane.

Każdy chce wygrywać. W założeniu żaden z ekstraklasowych trenerów nie chce osłabiać swojego zespołu poprzez wystawianie składu, który w danej chwili nie jest najsilniejszy (ale to jest Ekstraklasa i różnie z tym bywa). Jeśli zatem we wczorajszym meczu Piotr Stokowiec, czy Ireneusz Mamrot nie wystawili młodzieżowców, to widocznie uznali, że są oni słabsi od swoich starszych rywali do miejsca w składzie. Tymczasem rzeczony przepis wymusi na trenerach osłabienie swoich składów (i ławek rezerwowych, bo przecież musimy mieć jednego juniora „na wymianę”). Oznacza to, że dwóch zawodników z optymalnej osiemnastki meczowej nie zostanie powołanych ponieważ trzeba zabrać na mecz słabszych juniorów. Nie tak buduje się potęgę polskiej ligi.

W 1 lidze miała miejsce niedawno taka sytuacja. W meczu Olimpii Grudziądz obowiązkowo występujący młodzieżowiec doznał kontuzji i musiał zejść z boiska. Został zastąpiony innym, który kilka minut po wejściu złamał rękę. Na ławce grudziądzkiej drużyny nie było więcej juniorów, więc po konsultacji z delegatem PZPN zespół Olimpii do końca meczu grał w 10. Sytuacja absurdalna. Kontuzje, czy kartki to nieodzowny element tego sportu. Gdyby junior z Grudziądza zamiast doznać kontuzji dostał czerwoną kartkę, to Olimipa grałaby w dziewiątkę? Taki przepis powoduje olbrzymie zamieszanie i olbrzymią niesprawiedliwość. Dlaczego zespół, którego zawodnik doznaje kontuzji jest karany podwójnie? Przecież to absurd. Z drugiej strony gdyby nie takie regulacje pojawiłoby się pole do nadużyć. Gdyby kontuzjowany junior mógł być zastępowany zdrowym seniorem nietrudno wyobrazić sobie sytuację, w której młodzieżowiec drużyny przegrywającej mecz symuluje uraz, żeby w końcówce spotkania wzmocnić skład dodatkowym seniorem. Dlatego przepis o występowaniu młodzieżowca jest tak niebezpieczny.

Jeszcze w poprzednim sezonie w Ekstraklasie działał Pro Junior System. Kluby, które w największym stopniu korzystały z juniorów po zakończeniu sezonu otrzymały wsparcie finansowe od założycieli tego systemu. Klasyfikację w cuglach wygrał Górnik Zabrze, który zakwalifikował się do europejskich pucharów. Czy zabrzanie grali juniorami, żeby dostać jakieś pieniądze z ligi? Nie. Grali, ponieważ ich młodzi zawodnicy prezentowali odpowiedni poziom i gwarantowali odpowiednie wyniki. Pieniądze z Pro Junior System były tylko dodatkowym prezentem. Ten przykład pokazuje, że wszelkie regulacje nakazujące występ określonej grupy zawodników, bądź tego występu zakazujące (np. występy w lidze graczy spoza UE) są generowaniem rozwiązań na sztucznie stworzone problemy. Prezesi klubów nie są ślepi i nie żyją w próżni. Niedawne transfery Recy, czy Piątka pokazują drogę, którą liga powinna podążać. Wprowadzanie młodych Polaków do zespołów zwyczajnie się opłaca, bo potem można ich sprzedawać za bardzo dobre pieniądze. Najlepszy piłkarz ligi – Carlitos kosztował niecały milion euro. Wspomniani Reca i Piątek po cztery miliony każdy. Nie ma zatem potrzeby sztucznego pompowania juniorów do ligi, bo ci najlepsi i tak będą w niej grali. Zresztą to już się dzieje. W Pogoni wczoraj świetne zawody rozegrał Sebastian Walukiewicz. Sebastian Szymański jest w Legii zawodnikiem pierwszego składu. W Lechii do pierwszej jedenastki coraz mocniej puka Mateusz Sopoćko, który jest największym wygranym przedsezonowych sparingów. Przykłady można mnożyć. Liga się odmładza, bo to się zwyczajnie wszystkim opłaca. Pozwólmy zatem, żeby prezesi i trenerzy sami decydowali o składach swoich drużyn. W końcu oni wiedzą co jest dla nich najlepsze.


Jakub Jabłoński

@kubajablon

Od dziecka zakochany w samochodach i piłce nożnej. Największy fan talentu Piotra Wiśniewskiego. Spełniam właśnie dziecięce marzenie i piszę o piłce

Komentarze