Europejskie Puchary

Wyszło jak zawsze

Dawid Komorowski @PilkaJana

Fot: PAP, PAP

Tagi

Niestety oglądaliśmy nieskładną grę ludzi, którzy jakby grali ze sobą maksymalnie po raz drugi w życiu. Błędy techniczne, stracone okazje i rzecz jasna to wrażenie, że gdyby jeszcze trochę…

Legia Warszawa pokonała, a raczej wygrała ze Spartakiem Trnava na wyjeździe 1:0. Przymiotnik „pokonany” jest w sumie zarezerwowany dla piłkarzy ze stolicy. Na stadionie (po połowie w centrum handlowym, po połowie przy murach obronnych) podopieczni Deana Klafurica wyszli z nikłą wiarą w zwycięstwo. Choć trzeba było przecież pokazać, że bez problemów żołądkowych da się zagrać lepiej agresywniej. Jeden zawodnik wbił do swojej mądrej główki chyba ten ostatni fakt za bardzo i po otrzymaniu dwóch żółtych kartek jeszcze w pierwszej połowie, musiał opuścić boisko. W sumie nie powinno nas to dziwić, bo to nie pierwszy mecz Vesovica z Elką na piersi. Koncert niecelnych zagrań, niezrozumienie. Piłkarze zdawali się krzyczeć wewnętrznie: „chcemy, ale nie możemy”. Bo potrafić, to pokazali, że potrafią. Niestety w niewielu przypadkach. Najlepszym przykładem – Krzysztof Mączyński. Jedno świetne zagranie za całą linię obrony i już stworzyła się okazja stuprocentowa dla Jose Kante. Wówczas pokazała się kolejna wada, nieskuteczność (zdolności teatralne pomijamy). A Spartak? A Spartak jak zwykle nie przeszkadzał w samo destrukcji ekipy ze stolicy. Stworzyli jedną szybką kontrę, po której świetnie interweniował Arkadiusz Malarz.

W drugiej połowie znaczącym wydarzeniem było stwierdzenie przez szkoleniowca z Trnavy, Radoslava Latala (byłego trenera Piasta Gliwice), że najlepiej to się w sumie cofnąć i czekać, bo ta Legia taka cienka. Na drugim biegunie, palącemu się pod siedzeniem Klafuricowi, spodobało się polskie przysłowie o brzytwie i wpuścił bezproduktywnego w poprzednich meczach, Carlitosa. Fakt, Hiszpan zagrał lepiej niż np. z Cork. Takiego zawodnika, można powiedzieć brakowało Legii. Wolne i schematyczne granie było główną przyczyną porażki, dlatego postać Carlitosa, nieprzewidywalna i dynamiczna dała pozytywne skutki. Najważniejszym okazał się gol na 1:0, przy którym król strzelców ekstraklasy asystował Astizowi (nie pytajcie, skąd on się tam wziął, nie mam pojęcia). Radoslav Latal usiadł z powodu stanu przedzawałowego, bo widział, że Spartak, jeśli się nic nie zmieni, to Warszawianie wreszcie dopną swego. Lecz pomocą przybiegł Domagoj Antololić. Pomocnik Legii, źle przyjął piłkę, po czym bez potrzeby pchał się na drybling z napastnikiem przeciwnika i nieodpowiedzialnie stracił piłkę pod własną bramką. Trochę uratował sytuację, ręcznie zatrzymując zawodnika Spartaka, lecz dostał on wówczas drugą żółtą, w konsekwencji czerwoną kartkę.

Legia sama sobie zawiniła. Najlepiej było to widać, gdy mistrz Słowacji, mając dwuosobową przewagę, sunął atakami co chwila na rozbitych Legionistów. Czterech na dwóch, trzech na dwóch i nic. No i żeby nie było, w chaotycznych atakach rodem z podwórka, po ósmej ladze w doliczonym czasie gry, piłkę meczową miał Carlitos. Jak się skończyło, wszyscy wiemy…

Wiemy też, że Klafurić został zwolniony, następcę poznamy za dwa tygodnie. Na razie schedę przejmie Aleksandar Vuković. No i dużo od Serba zależy, bo stołeczny klub czeka trzecia runda eliminacji Ligi Europy i tam trzeba skupić swoje wszelkie środki.


Dawid Komorowski

@PilkaJana

Kibic najlepszych lig świata: hiszpańskiej i Ekstraklasy. Uczę się pisać o piłce kopanej.

Komentarze