Ekstraklasa

Lato, kończ już

Dawid Paluch @PawidDaluch

Fot: mmychu

Tagi

Dlaczego Ekstraklasa nie powinna grać w lato?

Ładna pogoda, słońce świeci, urlop, basen, plaże i drinki z palemkami. Z tym kojarzy się sierpień. Czego brakuje w tym zestawieniu? Grania w piłkę, a raczej Ekstraklasy, bo jedno z drugim nie zawsze jest tożsame.

Była 83. minuta poniedziałkowego meczu między Śląskiem Wrocław, a Pogonią Szczecin. Wtedy też zacząłem się zastanawiać, co mógłbym robić w tym czasie, zamiast siedzieć na stadionie i obserwować to "widowisko". Poniedziałkowe 0:0 to już klasyka Ekstraklasy. Nikt jednak się nie przejął, obaj trenerzy uważali, że to był dobry mecz. Padły znajome określenia: mecz walki, z nimi nigdy łatwo się nie gra, szanujemy ten punkt, obie drużyny powinny być zadowolone z tego rezultatu.

Jak wszystko było tak dobrze, dlaczego było tak źle? I dlaczego nikt się tym nie przejmuje? Przecież Śląsk ma w tabeli 5 punktów po 5 kolejkach, co daje niesamowitą średnią jednego punktu na mecz. Takie punktowanie w ostatnich sezonach dawało czternaste, lub piętnaste miejsce. W ciągu ostatnich czterech lat (od wtedy mamy 37 kolejek) dwa razy spadły zespoły ze średnią punktu na mecz, lub wyższą ( w 2016/17 Górnik Łęczna miał 1,0 pkt/mecz, a w 2014/15 Zawisza Bydgoszcz 1,03 pkt/mecz). Więc taka gra to igranie z ogniem. Nikt w klubie nie wydaje się jednak zaniepokojony.

Jeszcze gorzej wygląda Pogoń. Drużyna z Pomorza zdobyła ledwie dwa punkty i wraz z Cracovią znajduje się na samym dnie tabeli. Na konferencję wyszedł Kosta Runjaić, szkoleniowiec Portowców i powiedział, że cieszy się z tego punktu, bo obie drużyny na niego zasłużyły, po trudnym meczu, pełnym wysiłku, a jego drużynę trawią kontuzje (choć tak naprawdę tylko Spas Delew spośród kontuzjowanych mógłby znaleźć się w wyjściowej jedenastce). W Pogoni więc też nikt nie panikuje, ani nawet nie bije na alarm.

Wszystko przez sierpień (a wcześniej lipiec). Nikt nie traktuje ligi poważnie w sierpniu. Naprawdę nikt. Gorąca aura jest najczęstszym usprawiedliwieniem porażek. Trenerzy lubią mówić, że zespół dopiero co wrócił do treningów i świeżość zyska za kilka tygodni. Hiszpanie z trzeciej ligi zostają dopiero ściągani z plaży, a Vadisy i inne Hildeberty trafiają do naszej ligi z kilkukilogramową nadwagą. Normalne. Nikt nawet nie próbuje traktować tego na poważnie. Przecież jest jeszcze lato. Ludzie wyjeżdżają na plażę w Mielnie, Makarskiej, czy Zakynthos. Nikomu nie chce się ganiać za piłką w 30-stopniowym upale. Przecież i tak wiadomo, że liga naprawdę rozpocznie się w okolicach października, listopada, a walka o mistrza/ uratowanie ligowego bytu to już w ogóle na wiosnę.

Statystyki tylko to potwierdzają. W ostatnich czterech latach za każdym razem Ekstraklasa rozgrywała 7 kolejek w lipcu i sierpniu. Ani razu lider tabeli nie został mistrzem kraju. Ledwie raz ostatni zespół w tabeli spadł (Górnik Zabrze w 2015/16).

W klubach Ekstraklasy nikt więc nie panikuje, bo każdy zdaje sobie sprawę, że lato nie ma w tej lidze znaczenia. Zanim nasze kluby pożegnają się z europejskimi rozgrywkami i wrócą do formy, będzie listopad. Zanim drużyny się ockną z letniego przemęczenia, w kilku zespołach będą już nowi szkoleniowcy. Nikt więc nie panikuje: zawodnicy, bo nie warto się przemęczać w tym upale, trenerzy, bo w tej lidze dobre wyniki nie zawsze zapewniają uratowanie stołka (trener Bartoszek do dziś spogląda na swoje trofeum dla najlepszego szkoleniowca Ekstraklasy), ani działacze, bo pewnie na konie sezonu uścisną rękę już innemu menadżerowi.

Dlatego więc apeluję: zlikwidujmy wszystkie lipce i sierpnie. Omińmy ten przykry etap rozgrywek, gdy znów narzekamy na blamaż w Europie, a liderem tabeli jest Piast, czy Wisła Kraków. Do czego nam to potrzebne? Jeśli nie jesteśmy w stanie pozbyć się lata, może grajmy bez punktów? Potraktujemy to jako sparingi kontrolne, tak by prezesi mogli w ostatnich chwilach jeszcze poszukać nowych trenerów, zanim liga na dobre rozpocznie się w październiku. Przestańmy udawać, że wyniki w lecie mają jakiekolwiek znaczenie. Każdy z nas będzie miał nieco dłuższe wakacje, a trzecioligowi Hiszpanie może przyjadą z nieco mniejszymi zaległościami, czy nadwagą. Dlaczego zabieramy ich od rodzin, grillów i zimnego piwa? Poczekajmy aż zrobi się chłodniej, a zawodnikom będzie się nieco bardziej chciało. Trenerzy przestaną tłumaczyć porażki trudnymi warunkami atmosferycznymi (warto też nie grać w grudniu, wtedy unikniemy tłumaczeń o zbyt twardej murawie i zmarzniętych piłkarzach rodem z Półwyspu Iberyjskiego). Dlatego ponawiam apel: przestańmy grać w lato!


Dawid Paluch

@PawidDaluch

Wykształcony jako dziennikarz, na życie zarabia jako copywriter. Uwielbia pisać i kłócić się z innymi. Teraz we Wrocławiu, w przyszłości we Włoszech.

Komentarze